HOME     SZKOLENIA     FACEBOOK     ZAPYTAJ WANDE     CENTRUM POMOCY  
 
   
   


Pamietaj, ze KAZDY cos sprzedaje

Od kilku dni jestem na rejsie na Wyspach Dziewiczych, w polowie listopada bylam w Paryzu – na dodatek zalapalam przeziebienie, wiec niewiele mialam czasu na pisanie. Stad moja nieobecnosc w blogu.

Wracam w przyszlym tygodniu, ale w miedzyczasie mysle, ze zinteresuja cie moje rozwazania na temat sprzedawania.. Koniecznie napisz co o tym myslisz.

Bo wiele osob ma dosc negatywne podejscie do sprzedawcow i do sprzedawania, co jest szczerze mowiac tragiczne dla startujacego przedsiebiorcy. Bo w ten sposob skazuja sie oni na jedno z dwoch smutnyych wyjsc: albo przedsiebiorca nie bedzie wystarczajaco sprzedawac i nie ruszy z biznesem, albo bedzie sprzedawac, ale nie bedzie lubic tego co robi, co na dluzsza mete moze jest jeszcze gorsze.

Na szczescie nie musi tak byc…

Ludzie czesto mowia “nie cierpie sprzedawcow” choc tak naprawde to maja na mysli “nie lubie natarczywych albo nieuczciwych sprzedawcow”. A prawdziwe sprzedawanie to przeciez nie natarczywosc, wciskanie i naciaganie. Prawdziwe sprzedawanie to nie wykorzystywanie kogos, to nie manipulacja.

Prawdziwe sprzedawanie to pelne gracji przekonywanie kogos do czegos co powoduje, ze obie strony wygrywaja i obie strony sa ogromnie zadowolone z transakcji. Umiejetnosc takiego eleganckiego sprzedawania jest ogromnie potrzebna, ba, nawet konieczna w zyciu.

Tak latwo zapomniec o tym ze wszyscy cos sprzedaja. I wszystko czym sie na codzien posugujemy poczawszy od szczoteczki do zebow, skonczyszy na ekranie komputera wymagalo sprzedawcy, zeby sie moglo znalezc w naszym posiadaniu. Byc moze nie zdajesz sobie z tego sprawy, ale ty takze jestes sprzedawca – nawet jesli niczego “zawodowo” nie sprzedajesz.

Przeciez kazdy sprzedaje swoje pomysly i idee, kazdy stara sie kogos do czegos przekonac, kazdy stara sie na kogos w jakis sposob wplynac.

To jest wlasnie istota sprzedawania, bo sprzedawanie wcale nie musi byc zwiazane z pieniedzmi. Jesli jestes matka albo ojcem, studentem, nauczycielem, lekarzem, a nawet bezrobotnym – jestes wiec takze sprzedawca.

- Rodzice sprzedaja dzieciom swoje wartosci…
- Nauczyciele sprzedaja uczniom swoja wiedze…
- Lekarze sprzedaja swoje uslugi pacjentom…
- Pisarze sprzedaja swoje umiejetnosci wydawcom…
- Aktorzy sprzedaja swoj talent publicznosci…
- Ja sprzedaje tobie czytanie tego blogu…

Ogromnie wazne by miec pozytywne podejscie do sprzedawcow i do sprzedawania w ogole. Dlaczego? Bo im bardziej pozytywnie jestesmy do czegos nastawieni tym bardziej prawdopodobne ze zechcemy sie wiecej uczyc na ten temat i rozwijac swoj talent.

Warto pamietac o tym sprzedawaniu na codzien – bo ten proces sprzedazy na codzien jest taki sam jak w “zawodowym” sprzedawaniu. Kiedy starasz sie przekonac szefa by ci dal podwyzke, albo wplynac na swoje dziecko zeby sie bardziej przykladalo do nauki, czy nawet zdobyc zainteresowanie u tej wybranej osoby plci przeciwnej, ktora ci sie tak bardzo podoba… Wszystko to sie opiera na sprzedawaniu.

Twoje powodzenie zalezy od tego w jakim stopniu jestes zainteresowany swoim klientem, od twojej umiejetnosci rozpoznania problemow twojego klienta i umiejetnosci rozwiazywania tych problemow. I od tego by to rozwiazanie, ktore proponujesz bylo odpowiednio zaprezentowane…

Wpis “Pamietaj, ze KAZDY cos sprzedaje” skomentowano 8 razy

  1. Cyprian pisze:

    Nie wiem, czy można wszystko co robimy zamknąć w jednym słowie “sprzedaż”. Jest to chyba zbytnie spłycanie?

    Jeśli jednak prawdziwe jest Twoje stwierdzenie – “Pamietaj, ze KAZDY cos sprzedaje”, to także poniższe zdanie powinno to potwierdzić.

    Matka Teresa z Kalkuty dzięki sprzedaży swoich usług (posługując biednym i trendowatym) w Indiach została doceniona przez kościół dzięki czemu została po śmierci szybko ogłoszona błogosławioną (można by też przewrotnie dopowiedzieć: Także niewierzący spostrzegli jej umiejętności sprzedaży i uhonorowali pokojową Nagrodą Nobla).

  2. Cyprian pisze:

    PS
    = Na marginesie =
    Wando, zawsze jesteś skrupulatna jeśli chodzi o język polski i nie wprowadzanie słówek angielskich tam gdzie są odpowiedniki polskie – co bardzo doceniam.

    Jednak cały czas pisząc teksty nie używasz polskich znaków.
    Co może dla niektórych być dość komiczne – przykład: http://www6.speedyshare.com/data/493221217/19775709/31577027/Tekst.mp3

  3. Rafał pisze:

    To prawda Wando! Człowiek jest z natury sprzedawcą i niekoniecznie sprzedaż ta ma charakter majątkowy. Ludzie sprzedawali od początku istnienia ludzkości i będą to robić do samego końca. Być może negatywny wydźwięk słowa “sprzedawca” wiąże się z czasami tzw. Komuny, kiedy to władze świadomie dyskwalifikowały “prywaciarzy”, co przekładało się na ogólnospołeczny pogląd, że prywaciarz to sprzedawca dorabiający się nie do końca uczciwie na biednych rodakach.

    Pozdrawiam,
    Rafał

  4. Lidia pisze:

    Bardzo ciekawy komentarz Wando. Okres przedświąteczny i większe niż zwykle zakupy skłaniają również do pewnych refleksji. Do niedawna mówiłam, że nie lubię sprzedawać, albo że się do tego nie nadaję. Nic bardziej błędnego! jest takie powiedzenie, że wszyscy lubimy kupować, ale nikt nie lubi jak mu się coś sprzedaje… jest w tym wiele prawdy, ale chodzi tu przecież o to, że nie lubimy jak się nam coś “wciska” na siłę, nie licząc sie z naszymi potrzebami. W Polsce nadal wielu tzw. sprzedawców nie docenia faktu, że ludzie szukają nie sprzedawcy, tylko doradcy, który pomoże im w wyborze najlepszego produktu spośród wielu, w których się gubimy. Niedawno wybrałam się do sklepu z moją córką, aby kupić jej kask na wyjazd na narty. Szukałyśmy kasku w sklepie, gdzie nikt nie potrafił nam wytłumaczyć czym się różnią jedne od drugich. Coś takiego jak obsługa w ogóle tam nie istniało. Pracownicy byli tak zajęci, jak w słynnym dowcipie o robotniku, który woził pustą taczkę, bo miał tyle roboty, że nie zdążył jej załadować  W końcu machnęłam ręka i pojechałyśmy do sklepu specjalistycznego, o wiele droższego, gdzie obsługa jednak była tak fachowa, że… kupiłam jej nie tylko kask, ale nowe gogle, narty i buty!! Wydałam 10 x więcej niż przewidywałam, ale wcale tego nie żałuję, bo, jak mówi reklama telewizyjna “zobaczyć radość mojej córki – bezcenne”. Dlaczego o tym piszę? Bo sama przekonałam się na swojej skórze, że fachowość w sprzedaży może zdziałać cuda. Jest w tym procesie coś z psychologii perswazji… trzeba umieć tak przedstawić argumenty, aby klient był nie tylko zadowolony ale wręcz wdzięczny za fachową pomoc. Wychodząc ze sklepu narciarskiego czułam, że czegoś się nauczyłam od mojego sprzedawcy i nawet, jeśli trochę przepłaciłam, to wiem, ze dłużej będę pamiętać jakość a nie cenę. I niedługo tam wrócę, aby kupić nowe buty dla siebie. W sprzedaży wszystkiego, od towarów do pomysłów i idei musimy kierować się POTRZEBĄ klienta, a nie naszą chęcią, aby zarobić. Podstawa to dobrze postawione pytania: mój sprzedawca w sklepie narciarskim zaczął od pytania: kask, który Panie właśnie oglądają służy do jazdy rekreacyjnej, czy takiego właśnie panie szukają? Na co ja: o nie, moja córka jeździ jak szalona, chodzi przede wszystkim o jej bezpieczeństwo… no i tak się zaczęło :)
    Sprzedaż może i powinna być wyzwaniem, intelektualną grą, dopiero wtedy jest “seksy” ale to wymaga bardzo dużej fachowości. Szkoda, że w naszych sklepach ciągle przeważa postawa ekspedientek, którym klient trochę przeszkadza w rozmowie z drugą koleżanką…

    Miłego byczenia się na Karaibach Wando!

  5. Robert Kajzer pisze:

    Cyprianie wiekszosc czyta bloga, a mozg czlowieka potrafi poprawnie odczytywac z automatu nawet z duzymi bledami literowymi w srodku (na tym opiera sie technika szybkiego czytania).

    Kiedys chyba Kamil Cebulski powiedzial, ze zamiast poprawiania strony www i dazenia do jej perfekcyjnego wygladu, ktory przyiesie jakies kilkanascie % wieksza sprzedaz, woli zbudowac kolejna, ktora zwiekszy sprzedaz o kilkaset %.

  6. Wanda Loskot pisze:

    Dla Cypriana:

    Swieta razja z Matka Teresa – niewiele osob zdaje sobie sprawe, ze Matka Teresa tyle zdzialala bo miala podejscie do swojej akcji jak do biznesu. To wlasnie dlatego potrafila zdobyc tyle funduszy na swoja dzialalnosc!

    Dzieki za komentarz odnosnie jezyka polskiego. Szczyce sie tym, ze po 30 latach w USA nie zasmiecam slownictwa – ani sobie ani innym – choc tu i owdzie potrafie sie rabnac, czesto zdarzaja mi sie literowki, bo pisze dosc duzo i szybko i czasami nie mam czasu na poprawki.

    Jesli jednak chodzi o ogonki, to pisanie z polskimi znakami jest dla mnie niemilosiernie pracochlonne, bo na codzien posluguje sie przede wszystkim angielskim i naprawde jest bardzo trudno sie przestawiac. A poniewaz osoby, ktore maja problem z czytaniem bez ogonkow (szczegolnie te osoby, ktorym sie moje wpisy moga wydac komicznie), zdecydowanie nie naleza do mojej grupy docelowej – po wielu probach dalam sobie z ogonkami spokoj.

    W imie zasady, ktora opisal powyzej Robert. W biznesie to sie nazywa “prawem zmniejszajacych sie efektow” – kiedy sie cos ulepsza trzeba trzymac reke na pulsie i mierzyc rezultaty. Kiedy ulepszamy a rezultaty sie nie zmieniaja, trzeba zaprzestac ulepszania i skierowac uwage na cos innego co zwiekszy nasze rezultaty.

    Bo w biznesie sie licza tylko te wymoierzalne rezultaty.

    Jeszcze sie taki nie urodzil coby wszystkim dogodzil. Warto o tym pamietac, bo to byc moze jest najwazniejsza lekcja w biznesie, niestety malo kto zdaje sobie z tego sprawe – szczegolnie poczatkujace przedsiebiorcy staraja sie przypodobac wszystkim, z tragicznym efektem (co zreszta niektorym moze sie tez wydac komiczne)

    Tak czy siak, nie zanosi sie na to, zebym sie w niedalekiej przyszlosci przestawila na ogonki – a jesli to przysporzy komus dodatkowej radochy, niech tak bedzie :)

    .

    .

    Lidio, swietny przyklad – kiedy mamy do czynienia z dobrym sprzedawca, takim naprawde ktory zna swoj produkt i na dodatek naprawde dba o nasze interesy, czujemy sie mu wdzieczni za to, ze nas bierze za reke i pomaga podjac odpowiednia decyzje.

  7. Cyprian pisze:

    > Swieta razja z Matka Teresa – niewiele osob zdaje sobie sprawe, ze Matka Teresa tyle zdzialala bo miala podejscie do swojej akcji jak do biznesu. To wlasnie dlatego potrafila zdobyc tyle funduszy na swoja dzialalnosc!
    >
    Słowa można użyć dowolnego, jednak jest tyle innych lepszych słów sedna tego co robiła.
    Kierowała się na pewno miłością (ale jaką?) – bo kto chciałby posługiwać trędowatym, nie bojąc się o swoje zdrowie, życie?

    Takie spłycanie jest dość niebezpieczne, podobnie jak jest ze słowem miłość (każdy może zrozumieć ją inaczej, gdyż są różne rodzaje okazywanej miłości np. caritas, agape, philia, eros …). Mówiąc że Matka Teresa kierowała się miłością – każdy mógłby to zrozumieć inaczej, jeśli tak naprawdę nie pozna dobrze danej osoby.

    > Dzieki za komentarz odnosnie jezyka polskiego. Szczyce sie tym, ze po 30 latach w USA nie zasmiecam slownictwa – ani sobie ani innym – choc tu i owdzie potrafie sie rabnac, czesto zdarzaja mi sie literowki, bo pisze dosc duzo i szybko i czasami nie mam czasu na poprawki.
    >
    > Jesli jednak chodzi o ogonki, to pisanie z polskimi znakami jest dla mnie niemilosiernie pracochlonne, bo na codzien posluguje sie przede wszystkim angielskim i naprawde jest bardzo trudno sie przestawiac. A poniewaz osoby, ktore maja problem z czytaniem bez ogonkow (szczegolnie te osoby, ktorym sie moje wpisy moga wydac komicznie), zdecydowanie nie naleza do mojej grupy docelowej – po wielu probach dalam sobie z ogonkami spokoj.

    Czyli z jednej strony:
    1) stosowanie polskich określeń i dbałość o to by nie używać angielskich,
    a z drugiej
    2)zupełnie ignorowanie polskiego języka w piśmie.

    Czy to nie pewnego rodzaju “pójście na łatwiznę” … ale jeśli tak, to w takim razie może też nie ma co się przejmować także 1 zasadą?

  8. Wanda Loskot pisze:

    Przypomniala mi sie historia o juhasie, ktory przyszedl do bacy i pyta:
    - Baco, a ta nasza ziemia to jest plaska, czy okragla?

    Baca sie zastanowial przez dluga chwile, wreszcie po namysle mowi:
    - Juhasie, ziemia jest plaska.

    Na co Juhas:
    - Plaska…. Baco, a jak ta ziemia jest plaska, to na czym ona stoi?

    Baca sie znow zamyslil, po czym powiedzial:
    - Ona stoi na takiej wielgachnej kolumnie.

    Na co juhas.
    - Acha, na kolumnie, powiadacie…. Ta plaska ziemia na kolumnie stoi, a ta kolumna, na czym ona stoi?

    Baca znow pomyslal przez chwile:
    - Juhasie, ta kolumna stoi na takim wielkim postumencie.

    - Baco, jak ta ziemia stoi na kolumnie, ta kolumna na postumencie, to na czym ten postument stoi?

    Na co Baca:
    - Widzisz juhasie, ten postument stoi na takiej podmurowce.

    - Acha. A ta podmurowka baco – na czym stoi ta podmurowka?

    Na co baca:
    - Oj juhasie, cos mi się widzi, ze tys nie po nauke tu psysedl a co by w morde dostac :)

Dodaj komentarz