Na czym sie koncentrujesz szukajac rozwiazan? –
Moim największym problemem w tworzeniu firmy jest to, że jestem trochę zadłużony i jeden kredyt niestety muszę spłacać drugim, bo jeszcze nie zarabiam na tyle żeby mieć płynność finansową zadowalającą (…)
Kolejnym problemem jest mój nieodpowiedzialny i lekkoduch wspólnik, na współpracę z którym jestem niestety skazany, bo ona ma lokal, który jest niezbędny do prowadzenia tej działalności, niestety, nadużywa alkoholu, nie dba o bezpieczeństwo pieniędzy i innych rzeczy w lokalu, zdarza mu się prowadzić po alkoholu i kompletnie nie przestrzega żadnych zasad w firmie.
Te problemy, o ktorych piszesz nie sa twoimi najwiekszymi problemami. Z tego co piszesz wynika, ze nie wiesz nawet co jest twoim problemem, dlatego nie mozesz tego problemu rozwiazac.
Mamy tendencje do tego zeby starac sie znalezc to co szukamy w znajomych miejscach. Idziemy utartym szlakiem mysli. Kiedy zgubimy na przyklad klucz na ciemnej ulicy naturalnym odruchem szukac go najpierw pod latarnia bo tam jest najjasniej. Wydaje sie logiczne, ze wlasnie tam trzeba zaczac szukac. ..
Tymczasem bardziej prawdopodobne jest, ze ten klucz jest wlasnie tuz pod naszymi stopami, w ciemnosci. Czesto wystarczy po prostu poszurac uwaznie nogami i mozemy go znalezc, a jesli odejdziemy i udamy sie tam gdzie jest najlatwiej szukac oddalimy sie tylko od tego miejsca gdzie ten klucz lezy i bedzie nam go pozniej jeszcze trudniej odnalezc.
Twoje okreslanie problemu przypomina mi takie szukanie klucza pod latarnia. Bo szukasz nie tam gdzie powinienes. Twoim najwiekszym problemem nie jest to co opisales. – Twoim najwiekszym problemem jest to ze nawet nie wiesz co jest twoim problemem.
Nie jestes sam. Jestes wsrod masy ludzi, ktorzy podobnie jak ty koncentruja swoja uwage na objawach problemu – nie na tym co problemem jest. Zeby znalezc rozwiazanie, trzba sie koncentrowac na tym co powoduje te bolesne objawy..
Samo to, ze jestes zadluzony nie jest problemem. Wielu ludzi w biznesie ma dlugi. Nie tylko troche dlugow, ale WIELKIE dlugi. I daja sobie znakomicie rade – odnosza wielkie sukcesy mimo tego, ze maja wielkie dlugi. Dlugi sa czesto bardzo madrym posunieciemw biznesie.
U ciebie problemem sa nie same dlugi, ale to, ze nie zarabiasz na tyle zeby miec wystarczajaca plynnosc finansowa – TO jest to z czym przede wszystkim musisz sobie poradzic. Na szczescie mozna sie tego nauczyc.
Twoim problemem jest jednak przede wszystkim podejmowanie nieprzemyslanych decyzji. To wlasnie dlatego sie wkopales w zbyt wiele dlugow i to dlatego wybrales sobie partnera, ktory prowadzi cie prosto do ruiny. I to droga na skroty. Bez zadnych zakretow po drodze, ktore moglyby ci pozwolic liczyc na opoznienie.
Piszesz, ze twoj partner jest nieodpowiedzialny.
A gdzie jest TWOJA odpowiedzialnosc? – Gdzie jest twoj zdrowy rozsadek ktorym trzeba sie kierowac przy wyborze partnera?
Na litosc boska jakim cudem potrafisz uzasadnic, ze majac partnera ktory jest nieodpowiedzialnym lekkoduchem, ktory nduzywa alkoholu i nie przestrzega zadnych zadad w firmie mozes ci cokolwiek przyniesc? – Poza MASYWNA strata czasu, energii, srodki i w ogole woli do prowadzenia firmy?
W jaki sposob posiadanie lokalu moze zrekompensowac taki kardynalny szkopul?
Twoje oczekiwanie to jakby oczekiwanie kogos kto sie sam rzuca pod kola nadjezdzajacego pociagu majac nadzieje, ze jakims cudem pociag zahamuje na jego widok.
Lekarz nie moze leczyc choroby kierujac sie tylko objawami – musi znalezc to co powoduje te objawy. Dopiero wtedy moze sie zabrac za leczenie. Podobnie ty, dopiero kiedy zdefiniujesz dokladnie co jest twoim problemem, mozesz ten problem rozwiazac.
Przede wszystkim zdaj sobie sprawe z tego, ze twoje klopoty finansowe i problemy z partnerem to tylko objawy choroby. Zeby sie z niej wyleczyc potrzebna ci jest poprawna diagnoza. Sam mozesz te diagnoze postawic. To nie jest trudne. Potrzebujesz tylko spojrzec prawdzie w oczy.
Polecam ci spojrzenie w lustro i zaakceptowanie odpowiedzialnosci za wszystko co sie dzieje w twoim biznesie. To bedzie dobry pierwszy krok w strone odzyskania zdrowia.
Odtad bedzie ci o wiele latwiej, bo wszystko bedzie zalezec od ciebie – nie od innych, ale od ciebie.
2007-08-29 o godz. 18:25
Jest taki syndrom, nazywany współuzależnieniem. Warto się rzeczywiście sobie przyjrzeć, bo w Twojej sytuacji jest pewna analogia do sytuacji żony – np. alkoholika.
Wanda napisała, że “Poleca ci spojrzenie w lustro i zaakceptowanie odpowiedzialnosci za wszystko co sie dzieje w twoim biznesie. To bedzie dobry pierwszy krok w strone odzyskania zdrowia.”
Dodam tylko do tego, że ta odpowiedzialność za wszystko co się dzieje w Twoim biznesie musi być z całkowitym WYŁĄCZENIEM odpowiedzialności za Twojego partnera. Bo może to być po prostu dla Ciebie niewykonalne – być jednocześnie biznesmenem i “terapeutą” dla wspólnika.
To, że wspólnik posiada lokal nie oznacza, że jesteś skazany na współpracę z nim. Podobnie jak z żoną alkoholika, która nie odchodzi od niego – “bo on ma mieszkanie”. Zastanów się jakimi kategoriami chcesz myśleć – czy jak binesmen, czy jak żona alkoholika?
Pozdrawiam
Małgosia
2007-08-29 o godz. 19:59
Jest polskie tlumaczenie ksiazki napisanej przez Tommy Helsten Wsparcie dla doroslych dzieci alkoholikow (wyd Ravi). Spotkalam na rynku jeszcze inne pozycje na ten temat. Troche artykulow jest w internecie. Samodzielne stawianie diagnozy moze cie zaprowadzic pod “inna latrnie”. Zagadnienie jest mocno zlozone. Spotkalam sie z diagnoza, że nasze polskie spoleczenstwo, podobnie jak naszych wschodnich sasiadow, jest do terapii niemal w calosci. Niekoniecznie trzeba byc dzieckiem akoholika. Wzorce wspoluzaleznienia rodzice przenosza od swoich rodzicow itd. Moze to sie objawiac nie tylko w uzaleznieniu od alkoholu czy narkotykow. Przejadanie sie, bilumia, anoreksja, uzaleznienie od seksu to tez formy manifestacji wspoluzaleznionych zachowan. Pracoholizm tez do nich nalezy – choc spolecznie nie jest jeszcze “na cenzurowanym”
Mnie lektura tej wymienionej ksiazki pomaga rozumiec moje zachowania i dokonywane wybory. Wlasciwie pomaga oddzielic to, co we mnie jest moje a co nieswiadomie wzielam od innych, czy przy nich uksztaltowalam w sobie.
Zycze powodzenia – to praca na cale zycie
Pozdrawiam
Basia
2007-08-29 o godz. 21:55
Wando
Udzielilas tej osobie bardzo rzetelnej odpowiedzi.
Wiedzial i wie z kim sie zadaje.
Moze mu jest potrzebna pomoc psychoterapety ?
Zwalanie winy na wspolnika jest zbyt latwe, proste – dziecinada.
Popelnia sam bledy ale wina obarcza innych, bo on jest bez skazy.
I tu sie myli bo jest bezradny jak male dziecko.
W mojej historii biznesowej mialem kilku wspolnikow, gdy poznalem ich wady i zalety pracowalem z nimi lecz gdy wady byly zbyt duze pozbywalem sie ich lub przerywalem wspolprace.
Niestety zdarzylo mi sie ze mialem za bardzo golebie serce i sie powaznie potknalem – dalem mu szanse.
Zostalem wykiwany, stracilem rodzine.
Od tamtego czasu wychodze mozolnie z dolka a rodzina zaczyna to dostrzegac.
Analizuje nieudane transakcje i szukam (analizuje) bledy ktore moglem popelnic.
Tak analiza samego siebie jest trudna ale wykonalna.
Kilka lat temu poznalem pewna starsza osobe z bogatym doswiadczeniem, gdy opwiedzialem o mich problemach odpowiedziala mi tak :
… nie obwiniaj innych, pomysl co ty zrobiles …
I to byl strzal w 10.
Czytanie Twoich artykulow mi w tym pomaga.
Serdecznie Pozdrawiam
Janusz
2007-08-29 o godz. 22:20
Droga Wando,
Uwielbiam Twoje komentarze :-)
Lapie sie na tym, ze jak staje sie w moim zyciu cos, co mogloby stanowic powod do narzekania, szybko mysle “co by Wanda na to powiedziala” i natychmiast znajduje odpowiednie rozwiazanie. Coraz rzadziej zdarza mi sie narzekac :-) A z pewnoscia wina nie obarczam otoczenia.
Latwo jest tlumaczyc swoja nieudolnosc lub brak odpowiednich decyzji postepowaniem osob trzecich lub sytuacja. Niestety, wielu z nas ma takie tendencje, dawniej rowniez tak sie tlumaczylam….
Zdecydowanie lepiej sie czujemy, gdy panujemy nad sytuacja, wiemy, gdzie tkwi problem i nie boimy sie zrobic nawet radykalnych krokow, by to zmienic.
Mam nadzieje, ze ten przedsiebiorca dolaczy do naszego Klubu oraz zmieni lokal i ….wspolnika.
Serdecznie pozdrawiam
Malgorzata
2007-08-29 o godz. 23:05
Witam,
Domniemywam, ze nasz Przedsiebiorca jest juz blisko depresji. Koncentruje sie glownie na splacie dlugow przynajmniej w wiekszej czesci a potem chyba ma zamiar opuscic wspolnika. Jedna niezaplacona faktura pociaga za soba inne. Tutaj Wanda trafila w dziesiatkę, nasz drogi biznesmenie, jak najszybciej probuj zwiekszac obroty a przy okazji i zyski . Wprawdzie im wiecej swiatla tym wiecej cienia, ale ostatni kwartal zawsze najlepszy w biznesie a przy Twojej wiekszej determinacji pozwoli Ci posunac sie naprzod. A od nowego roku pomysl o zmianie wspolnika.
A co do metafory Wandy, jak nie mozesz znalezc klucza bo jest ciemno, poczekaj do rana albo wez zapasowy. Zyczę Wiekszej odpowiedzialności i odwagi w decyzjach.
Urszula
2007-08-30 o godz. 03:08
Witam wszystkich, poczułem potrzebę coś wyjaśnić, bo to właśnie mój problem przed chwilą omawialiście, najciekawsze jest to, że z taką pewnością jakby każdy z Was już to przerabiał. Na podstawie ogólnego opisu sytuacji w jakiej jestem, od razu wiecie co powinienem zrobić, jestem pełen podziwu dla Was.
Przyrównujecie moją sytuacje do toksycznego małżeństwa…Powiem tak, po części macie oczywiście rację, każdy jest osobiście odpowiedzialny za wszystko co robi, problemów powinien szukać pierwsze w sobie i od siebie powinien wymagać jak najwięcej, taka sytuacja jest idealna i wróży długą i owocną współpracę jeśli partner myśli dokładnie tak samo. Ja już dawno przejąłem pełną odpowiedzialność za swoje życie, pieniądze, biznes, przede wszystkim wymagam od siebie najwięcej, ale czy to znaczy, że nie mogę mówić o tym co uważam, że jest nie tak???
Wiadomo, że każda sytuacja jest inna i wiadomo, że każdy myśli, że to właśnie jego jest najtrudniejsza. Zauważyłem problem już dawno i to jeszcze na początku naszej współpracy, ale mimo wszystko zgodziłem się na taką współpracę, z nadzieją, że za kilka miesięcy usprawnię firmę na tyle, że będę mógł się usamodzielnić.
Na początku miałem problem z lokalem, bo nie mogłem znaleźć odpowiedniego w korzystnej cenie i dobrym miejscu (mówimy o lokalu pod ręczną myjnię samochodową) taki lokal musi być odpowiednio przystosowany, powinien mieć specjalny zbiornik na odpady itp a to wszystko kosztuje. Nagle trafiłem na mojego obecnego wspólnika, który dysponuje takim lokalem, bo wcześniej tam była myjnia ręczna, więc lokal jest odpowiednio przystosowany (wspólnik jest z zawodu lakiernikiem), mając lokal, cały czas szukałem wspólnika z dużymi pieniędzmi.
Znalazłem dwóch inwestorów, rozmowy trwały, doszło do spotkania, niestety inwestorzy nie znając lokalnego rynku, niepotrzebnie w kosztorysie produkowali stałe koszty, takie jak ochrona, monitoring itp. w końcu się wycofali, a ja mając świetny pomysł na biznes i umowę współpracy z pewną firmą i nie mając pieniędzy na lokal (bo niestety tatuś nie jest zamożny), zaproponowałem spółkę obecnemu wspólnikowi, na zasadzie, że on daje lokal, a ja współprace z firmą razem dajemy swoją pracę, razem ponosimy koszty i zyskami dzielimy sie po połowie, wiedząc że kilka miesięcy na nie musimy jednak poczekać, ale było łatwiej bo wiedziałem, że nie muszę co miesiąc płacić czynszu, a także za wodę, bo wspólnik ma własną studnię (co w przypadku myjni pozwala wiele zaoszczędzić).
Wiadomo, początki trudne, różne charaktery, różne doświadczenia życiowe, różne wykształcenie. Ja mam 27 lat a wspólnik ma 40 lat. Mimo wszystko wspólnik liczył się z moim zdaniem i robi to nadal. Niestety ma swoje nawyki, które jest mi do dzisiaj ciężko zaakceptować, na przykład okropne bałaganiarstwo w garażu (w którym jest myjnia), u niego w domu o porządek dba teściowa, wszystko za niego robi i tak się przyzwyczaił, a za to w garażu do którego żona i teściowa nie miały wstępu miał totalny bałagan, ale mimo tego doskonale wiedział gdzie co sie znajduje, niestety tylko on to wiedział.
Wiecie dobrze ze są tacy ludzie i nic na to nie poradzicie. Mój znajomy sławny rzeźbiarz, w swojej pracowni ma też ogromny bałagan, ale on twierdzi że to go inspiruje i tam czuje się najlepiej. Nie każdy ma ścisły umysł, mi osobiście też bałagan nie przeszkadza.
Natomiast długi powstały (biorąc na siebie winę to powiem, że przeze mnie, bo to ja pożyczyłem pieniądze), chcę tylko powiedzieć, że długi to przede wszystkim kredyt bankowy, bo wszelkie zobowiązania, faktury, wynagrodzenia spłacam w terminie. Nie będę obwiniał banki za swoje długi, bo to przecież nie ich wina tylko moja, że bank może udzielić pożyczki lub debetu w koncie, które w biznesie bardzo się przydają dopiero gdy firma istnieje 12 miesięcy na rynku, natomiast do tego czasu trzeba sobie radzić po swojemu żeby przetrwać.
Po spróbujcie przetrwać na rynku bez odłożonych pieniędzy, bez żadnej możliwości pomocy ze strony banku, bez żadnego wsparcia rodziny (bo wszyscy biedni) a wiadomo, że żadna firma nie przynosi dochodów od pierwszego dnia.
Bardzo się zaangażowałem w swój biznes, znalazłem drukarnie która za darmo wydrukowała mi wizytówki i ulotki, za symboliczne dziękuję, pracowałem po 18 h na dobę przez 7 dni w tygodniu, zajmowałem się wszystkim, marketingiem, promocją, pracą na myjni, reklamą, stroną internetową, strategią. Wszystko robiłem sam, bo nie miałem pieniędzy żeby komuś za to zapłacić, a mój wspólnik po prostu się na tym nie znał. Wiele się nauczyłem i uczę się nadal, w końcu pieniądze na 0% pożyczył mi całkiem obcy człowiek, którego nie widziałem na oczy. A pożyczył mi pieniądze po kilku mailach. Ktoś kto już doszedł do dużych pieniędzy i spodobało mu się moje zaangażowanie i za to jestem temu człowiekowi do śmierci wdzięczny. Bo on mi nalał paliwa, dzięki któremu mogłem dojechać do stacji i zatankować (stacja to np 12 miesięcy na rynku i możliwość wzięcia kredytu), gdy spłaciłem tamtego człowieka.
Oczywiście firma zaczęła przynosić dochody, ale wszelkie pieniądze wydawaliśmy na kolejne niezbędne maszyny, chemię, wyposażenie, reklamę, paliwo, tel itp, cały czas nie pobierając żadnych pieniędzy dla siebie. Wspólnik zarobione pieniądze na lakierowaniu wkłada do wspólnej kasy, pod warunkiem jednak, że go przypilnuję. W końcu sytuacja poprawiła się na tyle, że dzięki kupionym maszynom, reklamie, zaczęliśmy zarabiać dla siebie. Nagle zrozumiałem, że już czas zatrudnić pracownika, dzięki czemu ja będę mógł się zająć rozwojem firmy. Znalazłem odpowiednią osobę, właśnie ją przeszkalam, mój wspólnik bardzo się zmienił od momentu gdy zaczynaliśmy do teraz, niestety nadal jest cholernym bałaganiarzem, lubi sobie wypić piwko z rana, a gdy trzeba coś załatwić potem na mieście to wsiada w samochód i jedzie. Mówiłem mu już co o tym myślę, ale nic to nie dało.
Więc cóż więcej mogę z tym zrobić, kolejna sprawa to to, że jego lekkoduszność polega na tym, że zostawia otwartą kasetkę z pieniędzmi w lokalu i idzie sobie na obiad (mieszka nad lokalem), powiedziałem mu że on odpowiada za pieniądze gdy mnie nie ma. Przyjął to do wiadomości i to wszystko. Nie chodzi o to że to są małe kwoty, tylko o to, że nie ma czasu odrabiać strat z powodu czyjejś głupoty.
Niestety od samego początku mam odczucie, że nie chcę z nim mieć spółki i to uczucie występuje nadal nie wiem czemu. Jak zaczynałem to stosowałem się do jednego mądrego powiedzenia , żeby zacząć tam gdzie się jest i robić to co się robi… czywiście doskonale wiem, ze powinienem zwiększyć wpływy do kasy i robię to zwiększyliśmy asortyment usług, nawiązaliśmy współpracę z salonami samochodowymi, pierzemy dywany itp, świetnie się bawię tworząc firmę od zera do milionera.
Zwiększyły się też koszty (pracownik), ja wiem, żę jeśli będę rozwijał firmę, trzymał się swojej strategii to bardzo szybko przyjdą efekty, tylko po prostu, jestem w tym okresie, że wpływy większe od kosztów sie dopiero zaczynają, a jeśli pomyślę ile mam jeszcze kredytu do spłacenia to źle mi na wątrobie:).
Odpowiadam od razu wszystkim tym, którzy myślą, to po co pchasz się do biznesu jeśli nie masz pieniędzy na start?…hmmm…bez komentarza. Wyjaśnię, że usługi, którymi miałem sie zajmować na początku były trochę inne niż usługi myjni, ale bardzo zbliżone. Pomysł z myjnią powstał, gdy stwierdziłem, że dzięki temu że ktoś myje u mnie samochód, mógłby również korzystać z tamtych usług. Teraz z perspektywy czasu stwierdzam, ze to była słuszna decyzja i miałem absolutną rację.
Cóż było trudno, ale bardzo się wzmocniłem dzięki temu i wiele się nauczyłem. W zeszłym miesiącu kupiłem punkt handlowy, żeby zobaczyć jak zarabia się w handlu, bawię się biznesem, a przez to się go uczę. Ja będę milionerem tego jestem pewny, a Wy? Cel to zwiększyć płynność finansową
2007-09-05 o godz. 00:08
Krzysztofie!Uważam,że każdy z nas jest kowalem własnego życia i jesteśmy odpowiedzialni MY SAMI -za NAS SAMYCH,jak też i za to co Nas spotyka.Życzę Ci ,byś został miliarderem i cały czas pamiętał , że pieniądze nie są najważniejszą wartością w życiu.
2007-12-27 o godz. 03:21
Krzysiu! Musisz wiedzieć , że są środki do mycia i jednoczesnego woskowania aut bez użycia wody . Daje to nieograniczone mozliwości wykonywania tej usługi wszędzie tam gdzie znajduje się samochód czyli: parkingi w instytucjach, sklepach przydomowe itp.
Wszystkie wydatki na inwestycje zwiazane z wodą jej oczyszczaniem czy zezwoleniami
są nie potrzebne musisz stosować nowe technologie sprawdzone na świecie i dające rewelacyjne rezultaty. Natomiast co do uwagi Piotra na temat pieniędzy to nie podzielam tego pogladu jest takie powiedzenie ” pieniądze szcześcia nie dają” ale jest jeszcze jego druga część ” tym co ich nie maja”