HOME     SZKOLENIA     FACEBOOK     ZAPYTAJ WANDE     CENTRUM POMOCY  
 
   
   


Czy zdarzaja Ci sie w biznesie podobne sytuacje?

Mysle, ze wielu z was bywa w takiej sytuacji w jakiej ja sie znalazlam w tym tygodniu. Wlasnie sie przygotowywalam do ponownego otwarcia Klubu Przedsiebiorcy kiedy zadzwonil telefon. Rozmowa odbyla sie oczywiscie po angielsku, ale podaje tlumaczenie:

- Dzien dobry, czy to Wanda Loskot? Mowi Ann Smith, reprezentuje siec biur nieruchomosci w Clearwater, wlasnie planujemy nasze coroczne zebranie-konferencje i chcialabym sie zorientowac, czy interesuje pania zrobienie wystapienia w czasie tego spotkania.

- Tak, oczywiscie. Biura nieruchomosci to moja specjalnosc. O jakiego rodzaju wystapienie chodzi? – Jaka mialaby byc dlugosc tego wystapienia?

- Czytalam wlasnie pani artykul na temat zdobywania klientow z polecenia, ten temat idealnie by sie nadawal, czy moglaby pani zaprezentowac program wlasnie na temat biznesu z polecenia?

- Bardzo chetnie – jesli mam wolne miejsce w kalendarzu. Kiedy odbedzie sie ta konferencja?

- W polowie grudnia – tutaj w Clearwater. Ile to nas bedzie kosztowac?

Od razu podniosla sie u mnie czerwona flaga, ze juz teraz pyta o cene. Na ogol z organizatorami spotkan rozmawiamy o cenie za wystapienie dopiero wtedy kiedy uzgodnimy szczegoly – zwlaszcza dlugosc wystapienia i jego tresc, i w ogole po rozmowie na temat jak to bedzie wygladac w praktyce i jak to ma pomoc uczestnikom.

Ale oczywiscie nie mam nic przeciwko temu, zeby powiedziec jaka mam stawke. Jak tylko podalam te dane Ann przerwala mowiac “Czy moze pani mi przyslac oferte na pismie? Bede sie musiala nad tym zastanowic”.

Wiedzialam, ze moja odpowiedz ja zdziwi.

- Oczywiscie, z przyjemnoscia to zrobie jak juz panstwo zadecydujecie, ze chcecie mnie zaangazowac.

W telefonie zapanowala cisza. Jak makiem zasial. Po chwili Ann powiedziala:

- No nie. Jeszcze nie. Na razie tylko rozmawiamy. Szczerze mowiac dopiero sie przymierzam. Musze porozmawiac z kilkoma mowcami zanim sie zdecyduje, kto bedzie nam najbardziej odpowiadac.

- Jakie macie panstwo glowne kryteria wyboru?

- Nie wiem jeszcze. Zadecyduje dopiero jak porozmawiam z czlonkami komisji organizacyjnej. Przy okazji, dobrze byloby gdyby podala mi pani jakies referencje.

Czy zdarzaja Ci sie w biznesie podobne sytuacje?
Co bys Ty zrobil bedac na moim miejscu?

Obiecuje, ze na dniach dokoncze to opowiadanie i opowiem jak sie to skonczylo.

Wpis “Czy zdarzaja Ci sie w biznesie podobne sytuacje?” skomentowano 20 razy

  1. marian pisze:

    tak zdarzaja mi sie takie sytuacje REZYGNUJE OD RAZU SZKODA CZASU POZDROWIENIA

  2. Rafał L. pisze:

    Wlasnej firmy nie mam (jeszcze), wiec pozwol, ze troche poteoretyzuje.

    Nie podawalbym stawki, przynajmniej nie tak od razu. Powiedzialbym, ze zalezy od wielu czynnikow i sprobowalbym zbudowac napierw wartosc mojej oferty (tj. pobawic sie w ‘value building’ jak przy pisaniu sales letterow).

    Dopytalbym np. o to, ile osob bedzie uczestniczylo w konferencji i probowalbym rozbic moja stawke na liczbe osob bioracych w niej udzial.

    Zalozmy, ze chce 10 000zl za wystapienie, w konferencji bierze udzial osob 100, wiec moja stawka to 100zl od osoby, a nie 10 000zl. Brzmi duzo lepiej.

    Moznaby tez pomyslec nad tym, co zrobic, zeby zaplata nie byla taka bolesna, moze rozbic na 2 lub 3 “raty”?

    W kazdym razie nie zalatwialbym sprawy przez telefon (rowniez dlatego, ze rozmawiac przez telefon bardzo nie lubie), wyslalbym oferte w formie dlugiego sales lettera zwykla poczta albo FedExem — wreszcie jestes w Stanach, a nie ma to jak kogos pozytywnie zaskoczyc.

    Pozdrawiam,
    Rafał Lipnicki

    PS. Musze wreszcie zaczac znowu czytac twojego bloga. ;-)

  3. czess1 pisze:

    Tylko bez pruderii. Ja tez bym na wstepie spytal o cene, bo czas ..

  4. Agnieszka pisze:

    szczerze mowiac nie rozumiem. to chyba normalne, ze przed podjeciem ostatecznej decyzji chcemy ocenic szanse, ze bedzie ona strzalem w dziesiatke. do tego trzeba przyrownac dane, ktore mamy, a ostateczna decyzja rzadko kiedy nalezy do osoby, ktorej oddelegowano zadanie zebrania potrzebnych informacji.

    gdzies kiedys uslyszalam, ze trudny klient jest najlepszy; kreci nosem, sprawdza, wypytuje doslownie o wszystko. ale jak juz sie zdecyduje, jest “wierny”, zadowolony, i poleca nasze uslugi innym. czy to nie jest wlasnie przyklad takiego rozsadnego, “trudnego” klienta?

    Wando, jak Ty to widzisz? moze otworzysz mi oczy na rozsadniejsza perspektywe…

    pozdrawiam

  5. Jarek pisze:

    Bardzo mnie ciekawi, jak rozwiązałaś tę sytuację. Oprócz tworzenia biznesu specjalizuję się też w negocjacjach windykacyjnych ( http://www.windykacja-info.jasky.pl ). Zgłosiła się do mnie pewna firma (kierownik przedstawicieli handlowych) z prośbą, abym przeprowadził całodzienne szkolenie dla jego podwładnych dotyczące skutecznego odzyskiwania należności. Przyjąłem to zlecenie nie znając w zasadzie żadnych szczegółów. W sumie wyszło nie tak jak ja to planowałem. Przypuszczam, że “słuchacze” też byli nieco zawiedzeni. Firma borykała się przez dłuższy czas z dłużnikami i myśleli pewnie, że po jednym całodniowym szkoleniu stanie się cud i nagle wszystkie zaległości będą spływać do kasy firmy. Teraz też wiem, że zarówno ja, jako prowadzący szkolenie i przedstawiciele handlowi firmy, jako słuchacze byliśmy słabo przygotowani.
    Może nauczysz Wando wykładowców różnych branż, jak mają się do każdego szkolenia przygotowywać?

  6. Malgorzata Dwornikiewicz - Opalinska pisze:

    A ja powiem z własnego doświadczenia, ze szanse, aby owa Anna i jej firma zatrudniła Wandę są zerowe. albo w poblizu zera. I bynajmniej nie dlatego, że nie uważają Wandy za specjalistkę.

    Ja miałam kilka takich sytuacji, kiedy proszono mnie o całą ofertę. Często jednak firma po otrzymaniu oferty kontaktuje się bezpośrednio z trenerem (akurat w mojej branży) aby ominąć jeden szczebel pośredników. I zapłacić mniej.
    Teraz juz wiem, że oferta musi byc bardzo ogólna. Zawsze też pytam czego tak na 100% chce klient i dopiero wtedy podaję stawkę. i dopiero wtedy przedstawiam szczegóły.

    Kiedyś jednak tego nie robiłam.
    Podoba mi się Wando sposób w jaki rozmawiałaś.
    Zwłaszcza przesłanie oferty “jak juz panstwo zadecydujecie, ze chcecie mnie zaanfazowac.”

    Myślę, że do tej pory tak nie robiłam z obawy przed tym, że odrzucą moją ofertę.
    A z tego co już wiem – jest odwrotnie.

  7. Pawel pisze:

    Witam wszystkich!

    Przekonuje mnie to, co napisała Małgorzata.
    Sam nie mam jeszcze doświadczenia w tym temacie.

    Pozdrawiam.
    Paweł Nieznanski.

  8. Lidia pisze:

    Ciągle spotykam się z takimi sytuacjami i w 99 przypadkach na sto, po przesłaniu pisemnej oferty firma nie fatyguje sie nawet, zeby podziekowac za jej przeslanie. Zawsze przeciez znajdzie sie ktos, kto jest tanszy. Bardzo ciekawi mnie Wando, co odpowiedzialas… wiem, ze stosujesz w tym przypadku strategie “Archiwum X” wiec pozostaje mi sie uzbroc w cierpliwosc i czekac na… nastepny odcinek :)
    Pozdrawiam serdecznie,
    Lidka

  9. Ewa pisze:

    Witam!
    Odpowiedziałabym pytaniem na pytanie:
    Ile skłonny Pan jest za to zapłacić? Z przyjemnością wysłucham pańskich propozycji.
    Pozdrawiam
    Ewa

  10. Marian pisze:

    Ostatnio miałem podobną sytuację. Klientka z allegro zadała pytanie o podobne prace, którą , jedną z nich zobaczyła na aukcji. Interesowała ją też cena wysyłki takich prac za granicę. Sporządziłem pisemną ofertę, w rożnych wariantach cen w zależności od ilości prac, różnicowałem też ceny, w sztuce można mieć “widzimisię”, liczyłem, że różnorodność cen, to znaczy znaczna różnica w cenie dwu podobnych i podobnej wielkości prac powinna wzbudzić zainteresowanie klientki, a więc kontynuację dialogu. Ze strony Poczty Polskiej pościągałem kilka cen za przesyłkę w zależności od jej masy w wersji ekonomicznej i priorytetowej.
    Klientka wykazała zainteresowanie, pochwaliła rzetelność informacji i właśnie się zastanawia, ma to potrwać do stycznia. Pożyjemy zobaczymy, jestem pełen nadziei na dobra współpracę, bo jest szansa, że klientka weźmie kilka moich prac. Jeśli się zdecyduje, może będzie chciała jeszcze negocjować.
    Największą trudnością dla mnie było zapisanie informacji, by nie znudziło klientki, by nie przerwała czytania w połowie, by w trakcie czytania nasuwały się jej pytania, które ja czytając taki tekst bym zadał i żeby tekst rzetelnie odpowiadał na pytania zadane przez klientkę.

  11. Janusz pisze:

    Miałem i mam wiele takich sytuacji. Gdy klient zadaje mi pytanie “ile to kosztuje ?” po krótkiej wymianie zdań polecam mu konkurencję. Nie odpowiadam już na żadne telefoniczne zapytania ofertowe. Odpowiadam na zapytania ofertowe złożone tylko i wyłącznie pisemnie.
    Zależy mi na klientach ale bez zbędnej przesady. Nie dyskutuję z klientami dla których głównym wyznacznikiem jest cena.

  12. Marco Pito pisze:

    Rafał L. odpowiedz i rozumowanie – ocena celująca :)

  13. EwaM pisze:

    Na Twoim miejscu odpowiedziałabym w następujący sposób:

    Skoro na razie tylko rozmawiamy, to mają już Państwo wstępne informacje o cenie.
    Ofertę przygotuję – ale jak już Państwo podejmą decyzję o moim uczestnictwie i dostarczą mi szczegóły dotyczące wystąpienia. W każdym razie dziękuję, że wzięli Państwo pod uwagę moją osobę. Czekam na kontakt z Państwa strony, jak przejdą już Państwo do etapu realizacji projektu. Rozumiem, że dzisiejsza rozmowa ma charakter wstępnego zbierania informacji.

  14. Sławek pisze:

    Moja znajoma (klientka) mówi mi zawsze (to już kilka zleceń) Sławek ma być tanio!
    A ja jej zawsze: Ela – Lidl jest tani!
    Jeżeli sprzedaje towar i klient naciska na cenę – proponuję Allegro. Przy usługach -rezygnuję z klienta.
    Zawsze przy negocjacjach stosuję zasadę wartości dodanej. Wykonuję usługę nazwijmy to podstawową i przy okazji mogę coś “dorobić” i dodać klientowi. NIE OBNIŻAM CENY. To samo wszczepiłem bratu który ma sklep. Nie opuszczcza ceny jednej sztuki towaru, ale dodaje gadżet który w zakupie mało go kosztuje ale dla klienta jest dosyć atrakcyjny.

  15. Sylwia pisze:

    W branży architektonicznej najczęściej takie pytania dostaję albo od osób prywatnych, dla których liczy się każda złotówka i w tym przypadku staram się doprowadzić do spotkania, jednakże gdy klient chce tylko wywiadu telefonicznego to podaję cenę ostatniej podobnej inwestycji choć zawyżoną zaznaczając, że cena jest negocowalna, szczególnie, że na cenę ma wpływ nie tylko moja praca ale i praca branżystów, których dobór uzależniony jest od konkretnej sytuacji. Często ten prywatny klient wykręca się od dalszej rozmowy mówiąc, że za chwilę oddzwoni ( oczywiście nie oddzwoni) Kiedyś starałam się jakoś łagodzić, podawać dosyć niskie ceny zaznaczając, że to za branże architektoniczną bez branżystów, ale ostatnio usłyszałam mądre słowa od znanego architekta, iż usługi architekta nie są dla ludzi biednych, więc często w rozmowie z takim klientem najpierw wypytuję o sytuację w jakiej się znalazł i podsuwam mu rozwiązania, dzięki którym moje usługi są dla niego zbędne. Może się to wydawać szalone, ale uważam to za uczciwe podejście i raz okazało się że owocne, bo po kolejną porade zjawiła się matka klientki ( telefonicznej) z poważniejszą sprawą, na której firma zarobiła.

    Drugi rodzaj ludzi dzwoniących z pytaniem o cenę to osoby na stanowiskach sekretarek, asystentów, które muszą się wykazać przed szefem. Zbierają różne oferty po to, żeby wybrać najtańszą bo tylko taką szef zatwierdzi. W takiej sytuacji naciskam na spotkanie, aby rzetelnie wycenić projekt, bo z takim klientem najłatwiej polec, gdy cokolwiek pójdzie nie tak, więc wycena musi być dokładna i uwzględniać wszystkie potrzeby. Telefonicznie nigdy nie podaję ceny, bo taka sekretarka lub asystentka przywiązuje wagę do tego co usłyszy i później są problemy, gdy coś dzieje się z ceną, czego ona nie przewidziała i przez to może ponieść konsekwencje przed szefem.

  16. Paulina pisze:

    Jedna z osób powyżej napisała, że nie warto rozmawiać przez telefon a wszystko powinno być na piśmie. Nie zgadzam się. Uważam, że do konkretnej oferty można też i dojść podczas sensownej rozmowy telefonicznej, ale osoba zastanawiająca się nad kupieniem produktu czy usługi powinna wiedzieć, czego chce. Innymi słowy musi być przygotowana. Nawet chyba lepiej, gdy coś uda się ”dogadać” przez telefon – zaoszczędza się wtedy czas dwóch osób. Potem, zostaną już tylko formalności.

    Jeśli są wątpliwości co do rzetelności kupującego, zawsze można nawet podczas rozmowy sprawdzić na internecie, kim jest i jaką organizację reprezentuje.

    Odnośnie opowiadania Wandy, Ann to najwyraźniej bardzo niedoświadczona osoba, która została wrzucona na głęboką wodę…

  17. Robert pisze:

    Na codzien zajmuje sie sprzedaza i montazem napedow do bram i czesto trafiaja do mnie klienci ktorzy szukaja najnizszej ceny.Poznali juz ceny na allegro i u konkurencji . Zawsze staram sie w takim przypadku odwrocic uwage klienta od ceny, oferujac mu serwis lub dodatkowe uslugi .
    Nie sprzedaje juz za wszelką cena :))

    Kiedys byłem swiadkiem takiej rozmowy :
    Wymagajacy klient ktory odwiedzil juz kilka salonow i poznal ceny .

    klient : Potrzebuje najlepszy i najtanszy piec gazowy.
    sprz: Hmm … chwila ciszy … Ale po co panu dwa piece ?
    Klient zdziwiony : jak to dwa ?
    sprzdawca:Najlepszy i najtanszy :)

    Chwile pozniej handlowiec ustalal juz termin montazu jednego z drozszych piecow

    Podobnie uwazam ze nie nalezy podawac ceny przez telefon.
    Jesli klient nalega to okreslam cen od …. lub podaje cene zawyzona .
    Generalnie staram sie zachecic klienta do wizyty w biurze i przedstawiam oferty osobiscie .

    Pozdrawiam
    Robert Pliszka

    Zasuwamy za Ciebie:)
    http://www.napedy-bram.pl

  18. Krystyna pisze:

    W mojej branży w ogóle nie możliwością jest podanie konkretnej ceny bez ustalenia szczegółów. Kiedy klient przychodzi do mnie i mówi że chce stronę internetową i ile to będzie kosztowało to pierwsze moje pytanie brzmi: “A co ma być na tej stronie?”. I tak od ogółu do szczegółu dochodzimy do sedna sprawy. Z reguły jak już klient ze mną przejdzie tą drogę ustalania szczegółów to decyduje się na moje usługi.

    Nigdy nie podaje ceny na początku, bo nawet sama nie wiem, jaką podać. Nawet jak klient prosi o widełki, to podaje spory rozrzut. Wtedy dopiero klient sobie zaczyna zdawać sprawę że strona stronie nie równa.

  19. Nela pisze:

    Ja rowniez jestem architektem jak p. Sylwia. Kiedy klient mowi, ze podana cena jest dla niego za wysoka, bo ktos inny zrobi to taniej, ja odpowiadam (za moim starszym kolega architektem) ze to tak samo jak sprzedaz samochodow: mozna kupic Malucha za 500 zl a mozna Mercedesa za milion. I to i to jest samochod.
    poza tym nie mam innej rady. Nie mozna robic za tanio, bo potem tylko takich klientow sie przyciaga, a jak raz dasz komus palec, to on chce cala reke.
    To sa ekskluzywne uslugi, wymagaja ogromnego skupienia, wytrwalosci, pamieci, kreatywnosci, odpowiedzialnosci, znajomosci przepisow, posiadania uprawnien, bazy sprzetowej, oprogramowania etc, a klient mysli ze to kilka kresek.

  20. Wanda Loskot pisze:

    Kontynuuje ten temat w nastepnym zapisie – tutaj >>>