Archiwum kategorii 'Zycie osobiste'
23 listopada 2007, piątek
Wczoraj mielismy tutaj w USA Thanksgving Day – moje ulubione swieto. W pewnym sense to amerykanski odpowiednik naszej Wigilii, bo to bardzo rodzinne swieto i niemal caly kraj to swietuje, ulice sa opustoszale, sklepy i restauacje pozamykane. Swieta Bozego Narodzenia sa obchodzone przez o wiele mniejsza czesc ludnosci, bo jak wiecie mamy tutaj prawdziwy tygiel wszelkiego rodzaju wyznan
Lubie Thanksgiving Day z uwagi na kuchnie – tradycyjny obiad to pyszny indyk z nadzieniem i z obowiazkowa zurawina plus moj ulubiony torcik pekanowy – ale tak naprawde to przede wszystkim dlatego, ze ludzie sie skupiaja na ogromnie waznym zagadnieniu. Na poczuciu wdziecznosci.
Musze przyznac, ze sama sobie niezle dale rade w tej dziedzinie doceniania tego co mam, ale mimo wszystko Thanksgiving Day przywoluje wiecej refleksji niz zwykle. Wczoraj jechalam samochodem i wykorzystalam ten czas, zeby…
Czytaj reszte – jak zwykle, pytania i komentarze mile widziane! »
09 sierpnia 2007, czwartek
W tym tygodniu pelnie znowu obowiazki jurora – juz drugi raz w moim zyciu. Dzisiaj bedzie trzeci dzien. Wprawdzie to bardzo czasochlonne zajecie i odciagnelo mnie od wlasnych projektow w bardzo niewygodnym momencie, nie narzekam. Bo to przeciez przywilej i odpowiedzialnosc, czuje sie dumna ze jestem przez te kilka dni czescia systemu prawnego, ktory wprawdzie daleki od idealu jest jednak uwazany przez wielu jako blizszy idealu niz jakikolwiek inny system prawny.
Arcyciekawe przezycie. Dzis inaczej odbieram to niz dziesiec lat temu kiedy bylam jurorem po raz pierwszy. Bede o tym z pewnoscia sporo pisac w najblizszym czasie.
Czytaj reszte – jak zwykle, pytania i komentarze mile widziane! »
17 lipca 2007, wtorek
Kiedy lata temu zaczynalam w USA swoja kariere jako wlascicielka malej firmy – najpierw z restauracja, pozniej prowadzac biuro handlu nieruchomosciami – mialam marzenia i cele podobne do twoich.
I tak jak ty myslalam, ze jesli tylko bede starac sie wydajnie i uczciwie pracowac sluchajac dobrych rad i wlasnej intuicji, jakos wszystko sie niewatpliwie ulozy i osiagne sukces. W koncu znalazlam sie w kraju o nieograniczonych mozliwosciach (jesli mieszkasz w Polsce, teraz ty jestes w tej chwili w kraju o nieograniczonych mozliwosciach – kazdy kto pamieta czasy komuny sie z tym zgodzi).
Wtedy, na poczatku mojego pobytu w Stanach nie wiedzialam jeszcze ile bolesnych niespodzianek mam przed soba. Okazalo sie, ze nie wystarczy, zeby bywalcy restauracji uwielbiali nasze dania i zeby redaktorzy gazet rozplywali sie w pochwalach, zeby osiagnac trwaly sukces jako restauracja. Niestety, nasz biznes nie przynosil wystarczajaco duzych dochodow i po trzech latach trzeba bylo zamknac drzwi….
Ciezka praca, uczciwosc, i rady zyczliwych przyjaciol, nawet tych ktorzy sami odnosili duze sukcesy w biznesie, niewiele pomogly. To byl zbyt krotki lewarek, zeby sie uporac z ciezarem prowadzenia wlasnej firmy….
Czytaj reszte – jak zwykle, pytania i komentarze mile widziane! »
14 lipca 2007, sobota
Na najblizsze cztery dni zatrzymalam sie w tym przepieknym Marriocie w Delray Beach tuz nad oceanem. Mimo tego, ze sama mieszkam nad woda, niedaleko pieknej plazy, plaza atlantycka to dla mnie wielka trakcja, to jednak cos innego niz nasze plaze na Zatoce Meksykanskiej. Szum fal jest tu bardziej intensywny. I same fale sa inne. Jest tutaj nawet bardziej slono…
Ale wiekszosc czasu spedze wewnatrz hotelu, bo przyjechalam tutaj na konferencje – (cena tym razem $2.497 – plus hotel i rozne wydatki oczywiscie). Choc wiekszosc tego co jest tutaj prezentowane to rzeczy mi juz doskonale znane, zawsze na takich konferencjach dowiaduje sie czegos nowego. Czasem jest to jakis drobiazg, ktory jest jednak z reguly wart o wiele wiecej niz cena ktora place za udzial. czasami to jest cos wiecej – co powoduje cos w rodzaju przewrotu w mojej dzialalnosci a jako rezultat takze i w dzialalnosci moich klientow.
Jedna z najwiekszych atrakcji na takich konferencjach jest kontakt z ludzmi – nawiazywanie nowych przyjazni i odswiezanie starych znajomosci. Teraz w Delray mam znow okazje spotkac sie z moim guru Jayem Abrahamem …
Czytaj reszte – jak zwykle, pytania i komentarze mile widziane! »
13 lipca 2007, piątek
Jak juz pisalam stracilam ostatnio, po 17 latach, swojego ukochanego kotka Misia – spodziewalismy sie jego smierci, bo od dwoch lat mial raka. ale bylo to oczywiscie i tak ogromnie bolesne. Natomiast calkowitym szokiem bylo, ze po dwoch tygodniach okazalo sie, ze nasz drugi kotek, o wiele mlodszy Domino, byl tez bardzo chory tylko przez dlugi czas nie mial zadnych objawow. Byl w beznadziejnej sytuacji i takze trzeba bylo go uspic. To byl szok – w czerwcu stracilismy wiec oba kotki!
Ale zycie idzie naprzod. Trzy dni temu zaadoptowalismy nowe „dzieci” – dwa 9-tygodniowe kociaki, ktore wam ponizej przedstawiam. Mam nadzieje, ze beda z nami przez dlugie lata:

|

|
|
To jest Chip, moj nowy asystant – zdecydowanie zarzadza moim biurem, szczegolnie podoba mu sie komputer. Od czasu do czasu pozwalam mu sie wypowiadac na wtorkowych czatach…
|
… a to mlodszy brat Chipa – Dale. Dale nie jest tak ambitny jak Chip i moje biuro go specjalnie nie bawi, na razie o wiele bardziej interesujace sa dla niego buty, a zwlaszcza sznurowki…
|
Kliknij w obrazek, jesli chcesz zobaczyc wiecej szczegolow.
Czytaj reszte – jak zwykle, pytania i komentarze mile widziane! »
07 lipca 2007, sobota
W czasie ostatniego czatu opowiedzialam o moich problemach z laptopem Della i o zakonczeniu tych problemow:
Wanda Loskot:
Czesto najlepszym momentem na poglebienie lojalnosci jest moment, kiedy klient ma jakis problem. Oto przyklad z mojego wlasnego podworka. Od lat kupuje komputery od Della. Mam na ogol przynajmniej dwa, czasami trzy jednoczesnie. W ubieglym roku kupilam nowego laptopa, z wielka pamiecia, z wielkim ekranem, z wszystkim poza wodotryskiem)
Czytaj reszte – jak zwykle, pytania i komentarze mile widziane! »
16 czerwca 2007, sobota
Wczoraj w specjalnym raju dla kotow pojawil sie moj ukochany Misiu. Ogromnie mi smutno, ale to takze wielka ulga, bo biedaczek cierpial ostatnio tak bardzo, ze postanowilismy go wreszcie uspic.
Mial siedemnascie lat i pobil swego rodzaju rekord. Jakis czas temu mial operacje, usunieto mu nowotwor i mialo to przedluzyc jego zycie o trzy miesiace – tymczasem pozyl jeszcze prawie trzy lata.
Kiedys musielismy juz uspic Tigera, wiec wiedzialam jak to wszystko bedzie wygladac. Pelna nerwowa. Wielki pospiech, jazda samochodem, klinika dla zwierzat, poczekalnia z innymi pupilami mialczacymi, warczacymi . I w tym wszystkim Tiger – trzasl sie, przerazony z pewnoscia mimo tego ze staralam sie go jakos uspokajac. Kiedy zapadla decyzja o tym, ze trzeba go uspic, polozono go na stole w gabinecie lekarza, metalowe meble, pelne swiatla, nieznajomi ludzie, grozne biale fartuchy.
Trzymalam go i glaskalam do konca i ciesze sie, ze z nim bylam do samego konca, bo tak bylo lepiej i dla Tigera i dla mnie. Ale przez lata nie moglam sie pozbyc mysli, ze moglam mu ulatwic przejscie na tamten swiat i zapobiec jego poczuciu strachu. Postanowilam, ze kiedy przyjdzie czas na Misia, bedzie inaczej. I bylo zupelnie inaczej.
Czytaj reszte – jak zwykle, pytania i komentarze mile widziane! »
|