Rozwoj firmy – jak wychowanie dziecka czy psa?
Chanel ma juz 11 tygodni – kurcze, nie wyobrazalam sobie ile to wymaga pracy, zeby porzadnie wychowac psa! Padam ze zmeczenia :) Teraz dopiero wyobrazam sobie ile pracy wymaga wychowanie dziecka!
To przypomina budowanie wlasnej firmy, bo budowanie firmy tez wymaga cierpliwosci i pasji, trzeba w to wlozyc duzo czasu i energii, i stale sie trzeba doksztalcac jak to sie robi…
Jednak budowanie firmy, ktora dziala, bardziej przypomina wychowanie dziecka niz wychowanie psa. Jak myslisz – dlaczego?






Na temat tresowania psa nie mogę sie wypowiadać, bo nigdy psa nie miałam. Jeśli chodzi o dzieci, uważam, że mogę służyć za przykład – córka (jedynaczka) właśnie kończy studia. Zero problemów, bez żadnego opóźnienia, trudne studia, bezpłatne na Politechnice, poza tym nigdy nie sprawiała kłopotów, jest mądra, rozsądna, pełna życia i pomysłów. Lubią ją wszyscy – i jej znajomi, i moi i co chwilę ktoś się dopytuje, czy już ma chłopaka, bo chciałby taką synową. Ja wiem, że matka zawsze patrzy nieobiektywnie, ale to wszystko, co napisałam, to prawda.
A firma – jedna wielka klapa. Od 20 lat prowadzę biznes, kiedyś umiałam zabiegać o klientów, nie było problemów z zamówieniami i – co z tego wynika – z kasą. Teraz – tragedia. Najłatwiej byłoby powiedzieć, że to wina mojego wspólnika, który przychodzi o dziewiątej, wychodzi o piątej, jeśli ktoś coś od niego chce, to robi, jest bardzo staranny, niezawodny i ma ogromną wiedzę, ale mam wrażenie, że całymi dniami modli się, żeby tylko nikt się do niego nie odezwał, nic nie chciał, najlepiej, żeby go nie zauważano. Nie przeszkadza, ale i nie pomaga. Mogłabym udawać, że go nie ma i prowadzić firmę po swojemu. Zwłaszcza, że on jest tak flegmatyczny, że zanim doczekam się na jakąś decyzję, ba jakąkolwiek reakcję, zaczynam działać sama.
Ale nie mam już chęci. Wszystkie pomysły na rozruszanie firmy wykorzystałam, opadłam z sił i nie mam już ani ochoty, ani energii, żeby cokolwiek dalej ciągnąć. Gdyby mnie było na to stać, zamknęłabym firmę i pojechała na koniec świata. Ale mnie nie stać, firma jest w coraz gorszej kondycji, a ja nie mam pomysłu, co dalej.
Jak widać umiejętność dobrego wychowania dziecka niekoniecznie przekłada się na umiejętność prowadzenia firmy. Wręcz – w moim przypadku – można mówić o jakimś podwójnym wcieleniu – dr Jeckyll i Mr Hyde. A ja nie umiem temu zaradzić.
Psa wychowujemy dla siebie, dziecko dla świata. I dziecko, i firma muszą nabyć wiele umiejętności, które pozwolą im funkcjonować coraz bardziej samodzielnie.
Witam! W Polsce firmę można przyrównać raczej do psa .Dlaczego ? Z uwagi na sposób traktowanie prywatnej firmy przez urzędników.
Pies wyrażając emocje macha ogonem . W przypadku firmy to ogon macha psem.
Po kliku latach okazuje się ,że to nie my posiadamy firmę, a raczej firma posiada
nas . Firma to kosztowny i energochłonny twór , który ma dwóch wspólników: zaangażowanych NAS – (pracownika na własnym rozrachunku) oraz wspólnika bez zaangażowania- Fiskus. W przypadku firmy jesteśmy uzależnieni od wielu czynników np: czasu , zasięgu terytorialnego ,to nie my decydujemy o zasadach podziału zysków i dóbr publicznych . To co od nas zależy to wiedza ,zaangażowanie, logistyka, marketing.
Może w normalnych warunkach gospodarczych ,gdzie rząd planuje długofalowo,
a wszelkie zmiany to mała korekcja celu ,a nie demolka ustawowa i personalna kraju. Firmę można przyrównać do DZIECKA .
Dziecko to nadrzędny cel ,dla którego potrafimy wyzwalać coraz więcej energii, ambicji ,potrafimy znosić frustracje i niepowodzenia, kochać nieprzeciętnie .
Miłość do dziecka to natchnienie i szczęście .
Pies to przyjaciel , którego kochamy i szanujemy jest dopełnieniem szczęścia.
Pozdrawiam Leszek
Potrzeby psa sa bardziej oczywiste i bezposrednie (nakarmic, poglaskac, wyprowadzic na spacer).
Niektore potrzeby dziecka, w miare jak dojrzewa, bywaja mniej oczywiste. Dwoch nastolatkow, ktorym w zasadzie niczego nie brakuje, moga zupelnie odmiennie funkcjonowac. Jeden zadowolony i optymistyczny, a drugi – buntuje sie, wszystko jest nie tak, pojawiaja sie konflikty.
Wyglada na to, ze trzeba miec o wiele wieksza wiedze, zyciowe doswiadczenie i wieksza zdolnosc (i chec) wczuwania sie w potrzeby dziecka niz psa. Trzeba wiedziec, co sprawia, ze czlowiek staje sie szczesliwy i lepiej funkcjonuje, a co prowadzi do trudnosci. Nie zawsze jest to takie oczywiste.
Mysle, ze z firma jest podobnie – nie wszystko jest takie oczywiste i nie zawsze dostaniemy wyrazne i natychmiastowe komunikaty, ze cos trzeba skorygowac.
Pies po wyuczeniu się pewnych zachowań nie zastanawia się czy jest to słuszne i powienien to robić, po prostu “działa” – dziecko jeżeli nawet nauczymy umiejętności które np. zapewnią mu sukces, po dorośnięciu zacznie się zastanawiać czy oby na pewno to słuszna droga która doprowadzi mnie do bogactwa.
psa można sprzedać, dziecko nie za bardzo ;)
A ja myślę, że to zależy od kilku czynników. Wszędzie gdzie pracowałam a później w każdym swoim biznesie stosowałam niezmienna zasadę. Po pierwsze muszę wiedzieć czego chcę, poznać branżę w której zamierzam działać. Obojętnie czy sama czy z kimś. Nie muszę być ekspertem, ale powinnam znać branżę na tyle by znać jej potencjalnego klienta, jego potrzeby. Dopiero wtedy mogę planować rozwój, strategię, budowę marki itd., ale przede wszystkim moment wejścia i wyjścia z biznesu. Prowadzenie biznesu [uważam] niczym się nie różni od inwestowania, czy wychowania psa. To cierpliwość, konsekwencja i znajomość, w przypadku zwierząt ich psychiki [miałam hodowlę dużych psów z grupy molosów], a w biznesie docelowego klienta [jego psychiki jako grupy konsumenckiej, potrzeb]. I w jednym i drugim przypadku można osiągnąć wiele satysfakcji i nie tylko wtedy gdy już mamy wielki biznes, czy zwierzę ułożone według naszych preferencji a właśnie w trakcie budowania relacji i budowania biznesu.
Sądzę, że czas włożony w wychowanie i trening psa jest znacznie krótszy, a poza tym daje trwale efekty. Pies raz wytrenowany (jeśli właściciel tez jest konsekwentny) nabywa umiejętności raz na zawsze. Gorzej z firmą i dzieckiem, tu trening trwa bez przerwy, choć raz nabyte dobre nawyki na pewno owocują. Nie mniej trzeba się liczyć z tym, ze nawyki niezmienne to właśnie gotowość do zamian, gotowość do ciągłego uczenia się i dostosowywania nabytych umiejętność do zmieniających się warunków.
Stałym i skutecznym nawykiem jest też systematyczność, kontakty oraz umiejętnośc ich pielęgnowania. Resztę zmiennych trzeba juz wypelniac nowymi treściami.
A z mojej nieco ponad rocznej perspektywy bycia mamą muszę stwierdzić, że wychowywanie dziecka kształtuje, wzmacnia lub wydobywa na światło dzienne umiejętności, które są później potrzebne w biznesie.
Jakie?
Konsekwencja, determinacja, nieodowołalność (na zasadzie palenia mostów, wiesz, że już chcesz robić tylko to i nic więcej). Poza tym systematyczność i codzienne dokładanie cegiełki do rozwoju.
Poza tym odkrywanie w sobie coraz to nowych pokładów siły i energii.
Jest jednak zasadnicza różnica. Za dziecko mogłabym oddać swoje życie, za biznes (który też kocham i w pewnym sensie traktuję jak dziecko) – nie.
A mnie się wydaje, że budowanie firmy i wychowywanie psa są sobie bliższe niż firma i dziecko.Nad firmą i psem przez cały czas mamy kontrolę (jeśli właściwie się nimi zajmujemy), natomiast dzieci zwykle wcześniej niż byśmy tego chcieli, usiłują uczyć się życia głównie na własnych błędach i dobre rady rodziców traktują jak zamach na własną wolność. Jako ojciec trzech dorosłych już córek wiem co piszę. Mimo, że ze wszystkimi dobrze się dogadujemy, to trzeba było przeżyć trudny czas, kiedy wszystko chciały robić po swojemu, a nawet długie dyskusje i pozorne rozumienie argumentów drugiej strony i tak nie wpływały na wcześniej podjęte decyzje. A kiedy po jakimś czasie okazywało się, że racja była po mojej stronie albo nie podejmowały tematu, albo sprytnie kończyły rozmowę. Psów też kilka przewinęło się przez mój dom. Każdy miał inny charakter ale z każdym bez problemu dawało się współżyć bez większych problemów. Jedynie jamnik potrafił zdecydowanie wyrazić swoje niezadowolenie i niechęć do dzieci.
A co do firmy… Jest na obraz i podobieństwo swego właściciela. Są mądrzy właściciele i wtedy firma nawet w trudnych czasach nie robi przykrych niespodzianek. Są jednak i inni (tych według mnie jest większość), którzy wszystko wiedzą najlepiej, konkurencję traktują jak śmiertelnych wrogów a klientów jak nieszkodliwych idiotów. I tym ani psa ani firmy ani tym bardziej wychowywania dzieci bym nie powierzył. Niestety, nie mam na to wpływu….
Pozdrawiam serdecznie
Bardziej przypomina rozwój dziecka, bo można porozmawiać, wymienić myśli i ciągle nas coś zaskakuje, trzeba podejmować decyzje, jak trzeba, dyscyplinować :-)
I jedno i drugie wymaga na pewno doglądania i uwagi.
Ale jak się już psa wychowa, to nie sprawia niespodzianek, może :-)
Wierny i grzeczny “jak pies”.
O, jak się firmę wychowa, to też “grzeczna i wierna”.
No to nie wiem :-)
Pozdrawiam serdecznie, Grażyna
Pies przywiązuje się do swojego Pana (bądź Pani) i najchętniej do końca życia by przy nim pozostał. Dziecko pewnego dnia opuści nasz dom. Do tego należy właśnie dziecko przygotować. Aby radzilo sobie w przyszlosci bez nas. Tak samo powinnismy prowadzic firme, aby mogla funkcjonowac rowniez bez nas, kiedy my bedziemy na przyklad wypoczywac.
J jeszcze taka refleksja.
Bo ja czuje potrzebe mowienia tego ciagle wszystkim, ktorzy narzekaja, ze im “nie idzie”, “firma chyli sie ku upadkowi”.
Firma moze z czasem stac sie “wierna” jak sie “haruje pod twoim okiem Wando :-)
“Lapie” wiedze od fachowcow, ktorym sie ufa.
I jest sie “wściekle” :-) aktywnym i zmiany wprowadza sie natychmiast.
Gdybym nie wprowadzala natychmiast tego, do jakiej refleksji pobudzila mnie wypowiedz fachowaca na szkoleniu, w jego materialach – to bym zapomniala, o co mi chodzilo.
I zmiany by nie bylo :-)
No, moze czasem popelniam bledy.
Ale ten ich nie popelnia tylko, kto nic nie robi.
A to z drugiej strony bardzo bezpieczny sposob postepowania.
Winny jest “zly” los :-)
pozdrawiam serdecznie, Grazyna
Mirku – trafiles w sedno!
Takze Ola napisala o tym krocitko.
Powinnisny prwadzic firme jak wychowuje sie dziecko – z mysla, ze bedzie dzialac samodzielnie. Psa wychowuje wiedzac, ze nigdy sobie beze mnie nie poradzi – z firma na odwrot, chodzi o to, zeby sobie wlasnie bez nas poradzila.
Po to wlasnie jest to cale usystematyzowanie.
I na tym polega to, ze sie ma biznes.
Witam,
Wprawdzie nie mam psa, tylko kota ale za to dziecko i firma dały mi się jż nie raz we znaki… wydaje mi się, że pies wymaga “tresury” po której jego zachowania są PRZEWIDYWALNE. Nie można tego chyba odnieść do dziecka ani do firmy. W przypadku jednejo i drugiego przewidywalnosc jest tylko do pewnego stopnia.. a tresura dziecka zupelnie nie wchodzi w rachubę. Wychowanie to proces ciągły, wymagający konsekwencji, wiedzy, ciągłej komunikacji i, co najważniejsze, MIŁOŚCI. Bez miłości nie można dobrze wychować dziecka (w przypadku firmy to się chyba nazywa PASJA?) ja mam tylko jedno dziecko, które wlasnie (podobnie jak Casablanka) konczy studia i mogę powiedzieć, ze po licznych burzach i okresach buntu, udało mi się wyprowadzić ją na prostą (nie było łatwo, zwłaszcza po śmierci mojego męża). W większości przypadków to dwie osoby, a nie jedna decydują o wychowaniu i wspolnie podejmują decyzje. W firmie – jeśli mamy wspólnika jest podobnie, uważam jednak, że jeśli się ze wspólnikiem nie dogadujemy – to lepiej jest się rozstać niż ciągnąć taki nieudany związek. Byłam w takiej samej sytuacji jak Casablanka i moja decyzja o rozstaniu ze wspolnikiem, chociaz bolesna, wyszla firmie na dobre. Warto to przemyśleć.
Pozdrawiam wszystkie mamy.
Lidia
Czy to jst porownywalne. Nie mialem dzieci dlatego wiem lepiej. A mialem pieska.
Wszyscy komentatorzy maja racje a wszystko jest kwetsia dyskusyjna na przyklad czy dziecka wychowujemy dla swiata, a moze dla niego samego.
Za duzo myslenia a ja jestem leniwy.
Zeby to dziecko kiedys samo sobie radzilo, to sie trzeba jednak nad nim niezle “naharowac” :-)
Pozdrawiam serdecznie, Grazyna
To ja tak jeszcze refleksje na temat aktywnosci.
Czasy komuny nas tego nie uczyly.
Dobrze jest, gdy dzieci wychowuja sie w rodzinie przedsiebiorcy, szczegolnie takiego, ktory sie bardzo interesuje ich rozwojem.
Wyobraz sobie, ze zaczely sie u nas ferie. Zaczela biegac moja corka z chlopakiem.
I sie chwali: mamo, jestesmy aktywni. W domysle… “a to ferie”.
Dzis dolaczyla do nich juz druga osoba, wiec biegaja we czworke.
A to dopiero 3 dzien ferii :-)
Pozdrawiam serdecznie, Grazyna
W wychowaniu psa nie odniosłam sukcesu – niestety nie umiałam go wychować (na swoje usprawiedliwienie mogę dodać, że byłam jeszcze bardzo młoda).
Z wychowaniem dziecka – to się jeszcze okaże. Mój syn ma dopiero 4 latka. Mogę powiedzieć, że na razie wymaga mojej CIĄGŁEJ uwagi. Nawet jak sam się bawi, to ciągle woła – mama choć zobacz, mama choć to, mama tamto. Albo pakuje się w jakieś tarapaty.
Chyba tak może być też w biznesie – jeśli się go nieumiejętnie prowadzi. Będzie wymagał ciągłej pracy. A tego wszyscy wolelibyśmy uniknąć…;)
Przyznam, że włos jeży mi się na głowie, kiedy czytam takie terminy, jak: tresura, właściciel itp. Skoro wiadomo od dawna, że słowa, których używamy, kształtują naszą psychiką, nasz sposób myślenia, to może warto zmienić je w swoim prywatnym słowniku, a dzięki temu zmieni się nasz sposób postrzegania świata.
Zamiast “pan”, czy “właściciel”, może warto powiedzieć opiekun. Ludzie, kiedy czują się opiekunami, częściej wyzwalają w sobie pokłady lepszych emocji i działań.
Kiedy słowo “tresura” zastąpimy nauką, uczeniem się, też kształtuje to w nas znacznie inne podejście do istot żyjących. Pamiętajmy, że człowiek, to też zwierzę, chociaż wielu ludzi chciałoby o tym zapomnieć.
A co do natychmiastowego wykonywania przez psy poleceń wydanych przez człowieka, to może częściej należy przypominać znany eksperyment prof. Zimbardo?
Z drugiej strony są rasy psów, które same oceniają wydane im polecenie i od tej oceny uzależniają jego wykonanie. Szczególnie, jeżeli w grę wchodzi bezpieczeństwo ich opiekuna. Zatem posługiwanie się prostymi schematami zawsze jest ryzykowne.
Moim zdaniem opieka nad psem i małym dzieckiem jest bardzo podobna, jeżeli te dwie istoty traktujemy odpowiedzialnie i z miłością. Oczywiście za nasze zwierzęta jesteśmy odpowiedzialni zawsze, a dziecko dorastając, w coraz większym stopniu przejmuje tę odpowiedzialność na siebie. Firma i praca, w którą inwestujemy nasze dobre myśli i uczucia, a do tego wiedzę, odpowiedzialność i wysiłek, ma szanse wzrastać i rozwijać się.