Rozmowa z 2 stycznia 2003 – Spokojnie, to tylko Internet…

Porządkując przepaście mojego komputera natknęłam się na rozmowę z Andrzejem Mańką, z cyklu “Spokojnie, to tylko Internet” publikowanym przez e-marketing.pl – Spotkaliśmy się w moim pokoju czatowym 2 stycznia 2003 roku. Piętnaście lat temu! Sporo się zmieniło od tego czasu, na przykład te strony jeszcze nie istniały. Publikuję poniżej artykuł Andrzeja Mańki w całości

Czy istotnie, jak zgrabnie to ujął Marshall McLuhan, “przekaźnik jest przekazem” (medium is a message)? Być może najbardziej rozsądna odpowiedź mogłaby brzmieć “to zależy”. Nie ma wątpliwości, iż techniczny (technologiczny) aspekt komunikacji przez telefon, rozmowa w studio radiowym lub telewizyjnym, może niekiedy mieć decydujący wpływ na aurę owej komunikacji. Do tej listy ośmielam się dopisać także czat. To potężne i niezwykle zaawansowane medium.

Czat bez wątpienia jest, dla podłączonych do Sieci, taką mała, a może niekiedy ogromną rewolucją. Czy czat to także jakiś nowy gatunek, powiedzmy, słowa pisanego? Odpowiedź “tak” pojawia się bez większych wahań, kiedy przychodzi nam na myśl moderowany czat ze znaną osobistością, w którymś z dużych portali. Poza tym większości kojarzy się on z pozbawionym sensu (chorobliwym) sposobem na zabicie nudy, z przesiadującym godzinami przy komputerze nastolatkiem, usiłującym “nawiązać romanse”, wygłupiającym się, obrzucającym przygodnie spotkanych “wirtualnych znajomych” wyzwiskami – i tak dalej.

Od 1996 roku, w rozmaitych czatach spędziłem w sumie już pewnie parę tysięcy godzin. Istotnie nawet w Yahoo, o Onecie nie wspominając, niezależnie od nazwy pokoju, celu, w jakim powinni tam spotykać się internauci z reguły panuje chaos (są godne uwagi wyjątki), “nikt się nikim, ani niczym nie przejmuje”, no, ale to wszyscy wiemy. I może tylko kwestią czasu jest, kiedy to będzie zmieniać się na lepsze, jakoś ewoluować, tak, by stereotypowe sądy o czacie uległy częściowemu przynajmniej przewartościowaniu.

O przyszłości nie wiemy rzecz jasna jednak niczego pewnego, zatem ważniejsze jest to, co wypada wiedzieć dzisiaj, a mianowicie jak bardzo cennym i niezwykłym medium jest czat. Istotne jest także i to, że w inny oczywiście sposób, stawia przed rozmówcami tak wysokie wymagania, jak np. tzw. normalna rozmowa, czy komunikacja przez telefon.

Mimo tego czuję się trochę nieswojo, ba!, lękam się okrutnie, proponując tym razem rozmowę, która właściwie bez większych zmian jest po prostu zapisem czatu z Wandą Loskot. Kusiła nas myśl o fachowej redakcji, czyli, w efekcie, zrobieniu z zapisu czatu po prostu tradycyjnej formy wywiadu, czy rozmowy. Ale właściwie po co tak czynić? Wielu z nas tak bardzo ceni Internet, ale przyzwyczajenia do pewnych “starych nawyków” są bardzo silne. Tyle mogliśmy (i nieustannie coś nowego pojawia się) o czacie przeczytać. No, ale kto by się przyznał, do częstego czatowania? Wszak nie uchodzi, to dla dzieciaków, to infantylne. “Internet jest wspaniały, niezastąpiony” usłyszymy niejeden raz, ale kiedy zapytamy, o co dokładnie chodzi, odpowiedź często zawiera złote myśli o “infostradach”, “społeczeństwie informacyjnym” i innych abstrakcjach, czy może pewnych “wytrychach językowych”.

I my także sądzimy, że Internet jest wspaniały, że niezastąpiony, chociaż Sieć w gruncie rzeczy tak wiele znowu nie jest w stanie zastąpić, zrekompensować. Nie chodzi jednak o to, by Internet miał coś zastępować, wypierać, zajmować miejsce itd. To kolejny niezwykłej miary, wagi nieocenionej wynalazek współczesnej cywilizacji. I gdyby nie Sieć trudno byłoby nam przeprowadzić, a teraz zaprezentować niniejszą rozmowę.

Zanim zdecydowaliśmy się na formę rozmowy musiała zostać wymieniona krótka korespondencja pocztą elektroniczną. Pod koniec grudnia 2002 wysłałem Wandzie Loskot e-maila z propozycją rozmowy przez Internet i nakreśleniem, z grubsza, jej tematu i celu. Wanda na propozycję chętnie przystała. 2 stycznia 2003, kiedy w Polsce minęła godzina osiemnasta i dawno zapadł zmrok, w Sarasocie, na Florydzie było południe. Wanda instalowała na okoliczność naszego wirtualnego spotkania oprogramowanie do czatu, wysłała mi link do miejsca spotkania, zalogowałem się, zobaczyłem, że moja Rozmówczyni już tam jest i….

….Andrzej Mańka Witaj Wando

Wanda Loskot Cześć Andrzej

WL Instaluje na wszelki wypadek inny czat – nie jestem pewna jak ten działa. Ten drugi znam lepiej — jeszcze chwilka.

AM OK:-).

AM Wando, czy Ty, człowiek sukcesu, autorka wielu prac i programów prezentujących “ideologię sukcesu”, możesz sobie wyobrazić świat bez Internetu?

WL Pewnie, że mogę. Ja pamiętam swoje życie bez maszyny do pisania, ale co to było za życie… Dobierałam się do maszyny ojca jako nastolatka i zawsze była awantura.

AM A gdyby Internet przestał działać, to, co byś zrobiła?

WL Gdyby Internet przestał działać, robiłabym to samo, co przed, czyli treningi, konsulting, pisanie, ale bym bardzo cierpiała:-).

WL Czy sądzisz, że może przestać istnieć?

AM Sama w swoich pracach twierdzisz, ze wszystko jest możliwe ;-)

WL Możliwe, tak. Bardziej poważnie, gdyby Internet przestał istnieć, odbiłoby się to na naszym życiu chyba bardziej poważnie niż sobie zdajemy sprawę. Dla mnie życie zmieniłoby się diametralnie, bo przez ostatnie lata, przestawiłam się na Internet. Właściwie to cały mój biznes się na nim opiera. Tutaj mnie znajdują klienci, tutaj zawarłam też wiele nowych przyjaźni, robię zakupy w Internecie.

AM Wando, a jak się zaczęła Twoja przygoda z Internetem?

WL Zależy, co nazywamy Internetem. Pierwsze e -maile wymieniłam w 1986 roku, kiedy jeszcze zajmowałam się handlem nieruchomościami. Mieliśmy lokalna bazę danych – wszyscy brokerzy współpracowali i sprzedawali posiadłości, których lista była dostępna w sieci komputerowej. Później miałam przerwę. Odeszłam od handlu nieruchomościami i na początku lat 90-tych, kiedy to Internet zaczął się naprawdę rozwijać, nie byłam podłączona do Sieci. Ale kusiło.

AM Czy pierwszemu kontaktowi z Internetem towarzyszył lęk, entuzjazm czy coś innego?

WL Pamiętam jak mój kolega przyszedł do mnie z laptopem i zademonstrował mi World Wide Web. Pierwsze Strony, które odwiedziliśmy w 1995 roku, to internetowa wizytówka Białego Domu. To było naprawdę bardzo ekscytujące.

AM Ale pewnie to nie jedyne wrażenia…?

WL Tak, tak – było to też trochę, no może nie przerażające, ale dość?.. (Jak jest po polsku intimidating?) Przytłaczające, chyba..

AM …zastraszające. A może np. bardziej onieśmielające?

WL Tak – onieśmielające:-). Zastraszające? Chyba jednak nie – mnie nie tak łatwo zastraszyć;-) Ale te techniczne rzeczy mnie do szału doprowadzają. Zawsze wiem, że to będzie kosztować dużo czasu, a mam go mało. W 1995 roku przeprowadzaliśmy się z mężem do Nowej Karoliny, na głowie miałam pakowanie, a ten kolega z laptopem wpadł właśnie w trakcie pakowania, więc musiałam to odłożyć na później. Jednak po odwiedzeniu prezydenta w internetowym Białym Domu połknęłam już chyba bakcyla.

AM Sprawność, zdobycie odpowiednich “kompetencji sieciowych” wymagają sporo energii i czasu, ale warto, bo Internet to m. in. właśnie szansa na zrobienie więcej w krótszym czasie.

WL Tak masz racje, oczywiście. Ale w międzyczasie trzeba zainwestować w uczenie się nowych programów, śledzić, co się dzieje, bo możliwości się mnożą. Stale się trzeba uczyć. W Internecie bez stałego rozwoju umiejętności daleko się nie zajdzie. To czasem trochę irytuje, ale jednocześnie poszerza możliwości.

AM Jeden z Twoich pomysłów, Akademia Sukcesu, w wersji internetowej powstała w 1997 roku?

WL Tak, w 97. Na początku to była darmowa witryna na www.tripod.com Ja byłam kompletnie zielona, kiedy zaczynałam. (Tego kolegi ze mną nie było w Karolinie :-)
Wtedy już nie sprzedawałam domów, byłam doradcą do spraw marketingu, więc musiałam się przyjrzeć temu Internetowi z bliska. I tak to się zaczęło. Do dziś pamiętam pierwsze edukacyjne seminarium na temat Internetu. Facet, który to prowadził, był projektantem stron dla wielkich organizacji. Mówił tak technicznym językiem, że to chyba mnie istotnie wystraszyło…

AM Kim byli Twoi pierwsi “wirtualni” odbiorcy?

WL W pierwszym miesiącu w Internecie natknęłam się na świetnych przyjaciół, którzy byli już zaawansowani, przyjaźnie przetrwały lata – do dziś jesteśmy bardzo blisko. Ich wpływy mi ogromnie pomogły od początku, skierowali mnie na dobre drogi :-) Mój kolega Matt był doradcą w bardzo liczącej się marketingowej firmie Audette Media. Był moim własnym doradcą (no i ja jego:-)

Jeśli chodzi o polskie strony, to właściwie nie budowałam tej witryny dla szczególnego odbiorcy. Miałam sporo materiału na temat osiągania powodzenia, bo kiedyś pisałam felietony dla “Przekroju” a potem dla gazet codziennych w Polsce, wiec sporo się tego uzbierało. Po prostu chciałam się podzielić z Polakami tym, co miałam “w szufladzie”. Wtedy bardzo niewiele publikowano na ten temat.

Moja główna witryna, w języku angielskim, była stworzona dla właścicieli biznesów i pracujących niezależnie profesjonalistów. Mój biznes wtedy (i dzisiaj) to biznes trening. Nazywa się Success Connection. Mój marketing i wizja odbiorców były związane z Success Connection, która nie ma nic wspólnego z Akademia Sukcesu (no może troszeczkę, bo i tu i tu chodzi o sukces;)ˇ Strony polskie były i dalej są czymś w rodzaju hobby.

AM Bardziej zależy Ci np. na młodych ludziach z Polski, z Europy, czy ze Stanów?

WL Odbiorcami Success Connection byli (i są) właściciele małych firm – nie interesują mnie wielkie korporacje. Na kim mi bardziej zależy? – ciekawe pytanie. Wiek, ani miejsce zamieszkania nie grają roli. Mam klientów w różnym wieku i na różnych kontynentach. Klienci mają jednak ze sobą wiele wspólnych cech: poza tym, że są właścicielami biznesów, mają pasja, kochają to, co robią, chcą dalej rozwijać swój biznes mimo tego, że już odnoszą sukcesy. Ich motywacją jest pomaganie innym.

AM A jeśli porównałabyś odbiorców z Polski i z USA…Czy są jakieś bardzo istotne różnice?

WL Andrzej, trudno porównać. Bo Akademia Sukcesu jest otwarta na oścież – każdy jest mile widziany i wszystko jest za darmo, to moja cegiełka, taka spontaniczna inwestycja w rozwój ducha narodu. Przyciągają one młodzież szkolną, studentów i ludzi pracujących – bardzo nieliczni pracują dla siebie. Natomiast Success Connection (i jakieś 26 moich innych witryn, które się z tym wiążą) są adresowane ściśle do właścicieli małych i średnich firm. To są całkiem różne grupy ludzi. Większość czytelników moich polskich Stron nie jest nawet biznesem zainteresowana. Ostatnio stworzyłam nową witrynę polską, SukcesTwojejFirmy.com i tam będę robić coś na temat biznesu, ale nie mam wystarczających danych tutaj, by dokonywać dokładnych porównań.

AM Mam na myśli porównanie np. w sposobie myślenia, wizji życia własnego…

WL Ciekawostka: w USA większość użytkowników Internetu to kobiety i kobiety są najszybciej rosnącą grupą internautów – chyba w Polsce jest na odwrót… Jednak porównać odbiorców z Polski do tych z USA można, jednak dość powierzchownie, bo odbiorcy w Stanach nie są monolitem. Istnieją ogromne różnice miedzy specyficznymi grupami użytkowników Internetu. Tak pewnie jest i w Polsce. Wspólne cechy w USA to powszechność, łatwość dostępu, ze względu na to ze niemal każdy ma tutaj kartę kredytowa, o wiele łatwiej jest ich skłonić do zawarcia transakcji w Sieci. Ale są ogromne niespodzianki. Na przykład jedna z moich grup odbiorców to właściciele firm handlu nieruchomościami i agenci. Są w tej grupie osoby, którzy się znają na Internecie i czują się jak ryby w wodzie, i są też tacy (to większość), którzy z Internetu nie korzystają, albo nie korzystają tak, jakby mogli albo nawet powinni.

AM …Którzy z Internetu nie korzystają, albo nie korzystają tak, jakby mogli albo nawet powinni. Tak powiedziałaś, co masz na myśli?

WL Generalnie rzecz biorąc, że mamy tutaj ogromne udogodnienia i jest to takie zadziwiające, że ludzie mogą łatwo korzystać z Internetu, tanio i szybko, komputery są niewiarygodnie tanie, dostęp do Sieci też, mamy szybkie łącza. A jednak tak wielu ludzi w biznesie tego nie wykorzystuje!

AM Dlaczego?

WL Mam na myśli to, że nawet jak już maja ten dostęp do Sieci i adres e-mailowy, albo nawet własną witrynę, nie wykorzystują możliwości. Nie chcą poświęcić czasu na to, by się nauczyć jak to wszystko wykorzystać tak, aby przysporzyć sobie i innym więcej udogodnień i zysków.

AM Wanda, to bardzo przypomina sytuacje w Polsce, to chyba niemożliwe :-) )

WL Nie korzystają, bo to wymaga wyjścia “poza sferę komfortu”, bo na początku trzeba pokonać niechęć, strach i onieśmielenie, bo trzeba na to poświęcić sporo czasu. I jeszcze te kłopoty z uczeniem się nowych rzeczy. Większość ludzi (i w Polsce i w USA :-) woli iść po linii najmniejszego oporu.

AM To by oznaczało, ze niniejszym w pewnym sensie obalasz taki może mit Ameryki, która “żyje Internetem”?

WL Nie przestaje mnie zadziwiać jak wiele osób biznesu tutaj nie korzysta z Internetu! OK – pokaże ci przykład. Poczekaj, musze poszperać w swoich linkach… Tutaj jest lista członków mojego Chamber of Commerce. Te krótkie opisy podają adres Strony firmy, jeśli mają i e-mail właściciela: www.sarasotachamber.org/yourChamber.cfm. Niby sporo Stron, ale tak naprawdę to mało, większość z nich jest bardzo kiepska i nie jest w stanie sprzedać niczego.

AM Wando, a może to jest kwestia, jak w Polsce miejsca. W dużych aglomeracjach Internet to po prostu normalna rzecz, jak telefon, a na tak zwanej prowincji zupełnie inaczej, ludzie przywykli do tradycyjnych form komunikacji?

WL Tu gdzie mieszkam to nie prowincja – Sarasota licząca 700 tysięcy mieszkańców, 3 lata z rzędu wybierana była jako najlepsze do mieszkania miejsce w Stanach. Wszędzie jest podobnie, w wielkich miastach też, chyba także na całym świecie. Sukces nie zależy od tego gdzie się mieszka i jakie się ma możliwości, ale od tego, w jaki sposób się wykorzystuje to, co się ma.

AM Nie to miałem na myśli. Całkowicie się zgadzam, ale np. LA, albo Nowy Jork pewnie się wyróżniają, jak w Polsce Warszawa, czy Poznań…? To znaczy, jakby miejsce wymusza pewien styl życia?

WL Chyba wiem, co masz na myśli. Co do LA i Nowego Jorku – nie sadzę, by to miało wpływ na Internet. Może geograficzne wpływy mają technicznie zaawansowane okręgi. W okolicach Silicon Valley jest na pewno więcej osób korzystających z Internetu, albo w Seattle lub w Raleigh-Durham (Karolina, gdzie mieszkałam do niedawna). To są kolebki postępu technicznego i ludzie, którzy pracują w tych firmach, nadają profil także otoczeniu. I, idąc dalej, oczywiście, jeśli porównać liczby, to są ogromne różnice miedzy odbiorcami w Stanach i w Polsce. Chociaż tak naprawdę, to nie ma czegoś takiego jak “przeciętny Amerykanin”.

AM Zgadzam się z Tobą, współczesny marketing staje się bardziej zindywidualizowany. Nie ma pojęcia “masowego odbiorcy”, ono niczego już chyba nie oznacza?

WL “Masowy odbiorca” w USA to ktoś, kto chce mieć wszystko zaraz, bez frustracji, szybko, tanio i przyjemnie. Jest cała masa firm i specjalistów, którzy się prześcigają w tym, żeby ich zadowolić. Są nowe urządzenia do korzystania z e-maila, mamy już nawet lodówki z okienkiem WWW, oczywiście telefony itp. To jednak nie jest moja działka :-)ˇ W biznesie również funkcjonuje cała masa ludzi, którzy chcą zarobić pieniądze szybko, łatwo i przyjemnie. Jednak na ogół szybko się rozczarowują i zmieniają rodzaj biznesu, niczym rękawiczki.

AM To dlaczego USA jest ciągle “ziemią obiecaną” w świadomości milionów ludzi na świecie, skoro tak nie jest – bo i tak przecież można by rozumieć to, o czym mówisz?

WL Ziemia obiecana jest, ale tylko dla tych, którzy chcą te ziemię orać, potem siać, pielęgnować pola i dopiero wtedy zbierać żniwa.

AM Tak jak prawie wszędzie, tylko tam jest nieporównanie więcej możliwości.

WL Ja ciągle mam do czynienia z ludźmi, którym się w biznesie powodzi, i z tymi, którym się nie udaje. I zawsze widzę jasno jak na dłoni, dlaczego temu komuś się nie wiedzie. Wydaje mi się, że mamy niesłychane możliwości w Stanach, ale tak, zgadza się – tutaj jest, jak wszędzie. Większości ludzi się nie wiedzie, bo nie potrafią wykorzystać tego, co się im podsuwa pod nos.

AM W tym także nie umieją wykorzystać Internetu?

WL Tak, w tym także to. Są tacy, którzy doceniają te możliwość i mówią “ale okazja! – musiałbym być głupcem, żeby to przegapić!”. Jednak większość Internetu nie docenia, nawet, jeśli z niego na co dzień korzysta. Wiesz, dobrobyt to bardzo niebezpieczna rzecz. Dobrobyt sprawia, ze ludzie się zatrzymują i wystarcza im, to, co mają. Nawet, jeśli to, co maja jest nie tym, czego naprawdę chcą. Po co się wysilać i uczyć, chcieć więcej, jak jest już wygodnie i niczego już nie musi się robić?

AM A może to jest i tak, iż, mimo, że mamy Internet (a ja dzięki temu z Tobą teraz rozmawiam) to czy wirtualna rzeczywistość nie przegrywa z kretesem z tą “namacalną”, prawdziwą? Może ludzie wolą tradycyjne formy, może to dopiero przyszłe pokolenia w pełni zrobią z Internetu użytek?

WL Tak, masz rację, ludzie wolą tradycyjne formy. Ale dlaczego? Bo nie lubią zmian. Bo zmiany pociągają za sobą konieczność dostosowania się do nowych warunków. Ci, którzy to potrafią, wygrywają. Ja mam klientów, których znam przez lata, a nigdy się z nimi nie spotkałam. Większości chyba nigdy nie spotkam – np. tych mieszkających w Argentynie, Hiszpanii, Niemczech, Korei, Nowej Zelandii (do tego jeszcze dochodzą duże różnice w strefach czasowych i musimy się gimnastykować z tym czasem:-).
Myślę, ze przyszłość będzie zadziwiająca. Tyle jest możliwości.

AM A Tobie łatwo przychodzi “iść z duchem czasu”, czy jednak chciałabyś czasami odpocząć “od tego wszystkiego” i …wrócić do maszyny do pisania Twojego ojca? :-)

WL Tak, ja idę z duchem czasu, jestem maniaczką :-) Generalnie rzecz biorąc, to widzę to tak. Są teraz na całym świecie jakby dwie kultury: ci, którzy Internet rozumieją i się nim umiejętnie posługują oraz tacy, którzy jeszcze tutaj nie dotarli albo tutaj są, ale dalej nie rozumieją, co jest grane. Pierwsza grupa rozumie Internet, wie, że to nie jest coś, co zabiera miejsce normalnej rzeczywistości. To tylko wspaniały dodatek do rzeczywistości. Kiedyś ludzie się bali telefonu i faxu. Mówiło się również ze telewizja zabije kino.

AM A tymczasem kino ma się całkiem nieźle.

WL Telewizja nawet w pewnym sensie pomaga kinu. A Internet nie eliminuje kontaktów międzyludzkich tylko ułatwia nam ich zawieranie. Kiedyś poznałam właścicielkę biznesu z upominkami. Zapytałam czy jej biznes jest także w Sieci. A ona mi na to, niemal z oburzeniem: “Ach nie, Internet to nie dla mnie, ja jestem osobą, która lubi mieć do czynienia z ludźmi!” :-))
To właśnie takie typowe podejście. Nawet wielu tych, którzy maja swoje Strony, sadzą, że Internet jest pełen Marsjan, albo może, jakichś krokodyli. Zupełnie zapominają, że Internet to ludzie – nic dziwnego, ze ich witryny nie przynoszą zysków.

Myślę, ze największy mit w Internecie wiąże się z aspektem komunikowania. Przywiązuje się zbyt wiele uwagi do technicznej strony, a za mało do elementu ludzkiego w Internecie.

AM Co, Twoim zdaniem, jest specyfiką komunikacji przez Internet? Czym się różni od np. normalnej rozmowy?

WL Dobre pytanie. Mój ulubiony temat! Specyfiką komunikacji w Internecie jest to, ze trzeba się umieć wypowiadać, operować słowem. Internet to przede wszystkim słowo, a nie obrazki. Ci, którzy potrafią mówić, interesująco, bez zanudzania, mają możliwości. Ci, którzy nie umieją, są skazani na porażkę. Druga sprawa – to ci, którzy są zainteresowani bardziej sobą niż innymi także nie maja wielkich szans. Bo nawet, jeśli umieją się sprawnie wypowiedzieć czy to w e-mailu, czy na własnej witrynie, to mówią o sobie albo o swojej firmie, o swoim produkcie – a to jest nudne dla innych, nawet dla potencjalnych klientów. Na dodatek w życiu, na co dzień, można coś powiedzieć spojrzeniem albo uśmiechem. Tutaj tego nie ma. Można kogoś poklepać przyjaźnie po ramieniu – nie w Internecie. Tu się liczą tylko słowa. Także te słowa, których… nie używamy ;-)

AM A czy to oznacza, że komunikowanie się przez Internet jest może powrotem do sztuki słowa pisanego? Nasze czasy tak często nazywa się np. “kulturą obrazkową”.

WL Absolutnie powrót do pisania! Jeśli przypatrzysz się dokładnie najlepszym stronom internetowym, wszystkie maja tę wspólna cechę: dobrze się je czyta. I są one stworzone, by odbiorcy w czymś pomóc – nie żeby kogoś zadziwić. Myślę, ze kluczowym słowem jest “komunikowanie” – nie tylko pisanie (to odpowiednik mówienia), ale także, a może nawet przede wszystkim, ha – na pewno przede wszystkim! – Słuchanie. Słuchanie w Sieci. To dopiero może kogoś przerazić ;-)

Kiedyś napisałam artykuł na ten temat, był przedrukowywany wiele razy, jeden z najpopularniejszych, jakie opublikowałam. Bo w końcu chodzi o nawiązanie kontaktu, nie zagadanie kogoś na śmierć. Oczywiście technologia pomaga, ale sam wiesz, bo prowadzisz grupy dyskusyjne w Sieci, że są ludzie, którzy mają zawsze coś do powiedzenia. I są też tacy, którzy uważnie obserwują, interesują się, co inni mają do powiedzenia, a sami nie “strzępią języka po próżnicy”.

AM Czy należysz do tych, którzy twierdzą, że Internet to wynalazek na miarę największych osiągnięć w historii ludzkości?

WL Sadzę, że to jeden z największych wynalazków w dziejach ludzkości. Oczywiście ludzkość nam pokaże, co z tym zrobi…

AM Ciągle marzysz o nowym, o czymś, co jeszcze jest do zrobienia. Jak zrodził się pomysł Twojego radia w Internecie?

WL Ostatnio oglądam polska telewizję w www.tvpolonia.com Dzisiaj wreszcie znalazłam radiową Trójkę w Sieci. To naprawdę frajda słuchać tutaj polskiego radia! A z moim własnym radiem – ono dopiero raczkuje. To właśnie chyba radio było moim powołaniem. Mam duszę radiowca i kocham mikrofon. Mój ojciec był radiowcem w rozgłośni wrocławskiej i odkąd pamiętam, też chciałam się tym zajmować. Moją pierwszą posadą było prowadzenie radiowęzła we wrocławskim Archimedesie – poranny serwis dla załogi i popołudniowe pół godziny. Po przyjeździe do Stanów też pierwsza rzeczą, którą tu robiłam było prowadzenie polskiego programu w Schenectady w Nowym Jorku. Później mało co nie wylądowałam w Glosie Ameryki (mąż jednak nie chciał jechać do Waszyngtonu). Ciągle się w życiu o to radio ocierałam, później nawet miałam swój skromny program telewizyjny, ale to nie to. Internet otworzył nowe perspektywy. Jak się nadarzyła okazja, żeby sobie sprawić całą rozgłośnię, powiedziałam, czemu nie? Będzie radio sukcesu z programem 24 godziny na dobę.

AM W Polsce także ludzie realizują świetne pomysły, ale częściej jednak te pomysły mają, niż realizują. Mamy fantastycznych speców od najnowszych technologii, młodych zapaleńców, jednak chyba największą barierą jest infrastruktura, kwestia dostępu i także jakości tego dostępu do Sieci. Słyszałaś np. o Telekomunikacji Polskiej?

WL Nie, co to takiego?….. Ah, to jakiś żart?

AM Tak, to “żart”. To firma wciąż zanadto dominująca na rynku. W efekcie mamy takie ceny, jakbyśmy żyli w bogatszym kraju niż USA :-))

WL Kiepskie łącza? Czy płacicie za każde lokalne połączenie?

AM Oczywiście i to sporo.

WL Naprawdę? W Stanach też nie było konkurencji przez dekady, w końcu się zaczęło pod koniec lat osiemdziesiątych (dopiero!).
Niebo i ziemia! Teraz płacę 4 centy za telefoniczną minutę w Stanach. Połączenie do Polski kosztuje mnie 15 centów za minutę. No i oczywiście mamy kablowe połączenia z Internetem, bardzo szybkie, nieograniczony dostęp za 39 dolarów miesięcznie. To jest właśnie jeden z tych powodów, dla których mówię, że Stany maja te ogromne możliwości, których ludzie nawet nie zauważają…
Ja stale się szczypię z radości, że tak mi łatwo. Doceniam to. Niestety, tak wielu ludzi, nawet imigrantów z Polski zamienia się tutaj szybko w malkontentów…

Rozmowę przeprowadził Andrzej Mańka.
Redakcja materiału Monika Dawtian.
Jest to piąta rozmowa z cyklu pt. “Spokojnie, to tylko Internet”.

Tylko dla ambitnych przedsiębiorców

jeśli chcesz zarabiać 10x więcej robiąc to co kochasz robić!

Twoje dane są bezpieczne - ja też nie cierpię spamu!

No comments yet... Be the first to leave a reply!

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *