Długi wywiad-rozmowa sprzed piętnastu lat…

Natknęłam sie wczoraj na tą rozmowę z Maćkiem Zyndą porządkując swoje materiały. Przyznam że sama czytałam zainteresowaniem, bo tyle lat upłynęło, całkiem o tym zapomniałam. Mam nadzieję że ciebie to też zainteresuje.

– Co spowodowało, że zainteresowałaś się tematyką sukcesu?

Po przyjeździe do Stanów na własnej skórze przekonałam się, jak ogromne znaczenie ma stosowanie rad dostępnych w tzw. „literaturze sukcesu”. To ogromna, wszechstronna i – co najważniejsze – powszechnie dostępna dziedzina wiedzy. Zaznajomienie się z nią było dla mnie osobistym uzdrowieniem. Bo, mimo że na zewnątrz wyglądałam na osobę sukcesu, wcale się nią wewnętrznie nie czułam.

Zaczęłam czytać coraz więcej, chodzić na kursy i seminaria. Rezultaty zawodowe nie dały na siebie długo czekać. Stałam się jednym z asów w dziedzinie sprzedaży nieruchomości, bijąc rekordy sprzedaży w zatrudniającej mnie firmie. Łatwo było mi się uniezależnić i otworzyć własny biznes. Później zaczęłam szkolić innych i jakoś po drodze stałam się trenerem w dziedzinie sukcesu, specjalizując się w sprawach małego biznesu.

Równie intrygujący był dla mnie fakt, jak bardzo ta wiedza jest niedoceniana. Nie mogłam się powstrzymać od westchnienia: „Oh, gdyby tylko wszyscy ci, którym wydaje się, że nie mają widoków na przyszłość, zechcieli zadać sobie trud i przeczytać choćby kilka książek z tej dziedziny”.

Sama szkoła sukcesu jest stara jak świat. Porzekadła i złote myśli wielkich ludzi są znane już od czasów starożytnych. Nigdy jednak ta wiedza nie została tak skrzętnie uporządkowana i rozwinięta jak we współczesnych Stanach. Nic dziwnego – według ostatnich statystyk, co 12 minut ktoś w Ameryce zostaje milionerem…

Jak powstała witryna “Akademia Sukcesu”?

W roku 1990, kiedy pokomunistyczna odwilż w Polsce na dobre się rozkręciła, zaczęłam znowu pisać po polsku. Zmiany w kraju były tak ogromną podnietą. Nie mogłam powstrzymać się od tego, by podzielić się wiedzą, która zmieniła moje życie, a która wówczas była w Polsce prawie nieosiągalna. Muszę przyznać, ze po latach sporadycznego kontaktu z językiem polskim było to dość czasochłonne, miałam problemy ze znalezieniem odpowiednich sformułowań w języku polskim, bo wtedy nikt jeszcze o tym nie pisał, a ja nie cchciałam spolszczać angielskich słów.

A więc nie było to łatwe, ale niewątpliwie było to warte warte wysiłku. Bo “Sekrety Powodzenia” stały się jedną z najpopularniejszych serii w historii tygodnika “Przekrój”. Dało mi to oczywiście ogromną satysfakcję. Największą nagrodą były listy, które otrzymywałam od czytelników w Polsce. “Sekrety…” zmieniły życie wielu ludzi i dodawały im otuchy w najtrudniejszym chyba do przetrwania okresie historii powojennej Polski. Nie spodziewałam się, że będę miała one aż taki wpływ. Czegóż więcej człowiek pióra może oczekiwać?

Ja jednak pragnęłam czegoś więcej – chciałam dotrzeć do jak największej liczby czytelników. Więc kiedy w trakcie ogromnej inflacji cena “Przekroju” skoczyła tak wysoko, że mało kto mógł sobie pozwolić na jego czytanie, przekazałam publikacje “Sekretów” gazetom codziennym w ich sobotnio-niedzielnych wydaniach. Po roku pracy regularny kontakt z piętnastoma dziennikami codziennymi okazał się jednak zbyt uciążliwy i musiałam odłożyć to na lepsze czasy.

Internet pozwolił mi wreszcie wyjąć z szuflady stare artykuły i zaoferować je wszystkim Polakom rozsianym po święcie. Tak właśnie – jesienią 1998 roku – powstały strony AkademiaSukcesu.com (ta witryna już nie istnieje)

Czy jesteś osobą, która odniosła w życiu sukces?

– Wstaję bez budzika o świcie, około piątej, bo pasja życiowa nie daje mi spać. Czasem z kolei śpię do szóstej albo nawet do ósmej. Po prostu śpię tyle, ile chcę. To sukces, bo pamiętam, kiedy musiałam wstawać rano, aby zdążyć do pracy. Potem zakładam tenisówki i idę na spacer brzegiem morza. Umówiłam się ze sobą, że jest to pierwsza rzecz, którą robię każdego rana. Mieszkam w Sarasocie na Florydzie i codziennie rano cieszę oczy wschodem słońca a płuca świeżym nadmorskim powietrzem.

Potem jem śniadanie z mężem, idę do biura (we własnym domu) i sprawdzam pocztę. Na ogół dostaję sporo świetnych wiadomości: listy od klientów i czytelników, zaproszenia na wykłady, zamówienia na moje treningi i programy szkoleniowe. Szczególnie miłe są przelewy bankowe. Bardzo lubię, kiedy pieniądze wpływają na moje konto w nocy albo w trakcie tych spacerów:-)

Tak, mam furę pieniędzy w banku, ale najlepsze jest to, że kocham to, co robię i że robię to, co najbardziej kocham robić. Czuję się spełniona. Także doceniana i szanowana. Stać mnie na to, czego pragnę. I wiem, czego chcę. To chyba sukces, prawda? Mam też ogromną listę jeszcze wspanialszych rzeczy czekających mnie w przyszłości. Na przykład w tym miesiącu zaczyna nadawać moja własna rozgłośnia radiowa i będzie można posłuchać mnie w Internecie, także w języku polskim. Właśnie to dążenie do celów jest dla mnie wielką radością i chyba to najbardziej daje mi odczuć, że odniosłam sukces…

Czy w twoim życiu był jakiś przełomowy moment, który był także impulsem do zapanowania nad własnym losem?

Miałam ich kilka. Jednym z nich było podjęcie decyzji o emigracji. Do dziś pamiętam tą chwilę – słoneczne popołudnie 13 lipca 1978 (kuchnia, jak ten czas leci). Ale najważniejszy moment był podczas pierwszego seminarium na temat sukcesu w 1985 roku. Facet, który prowadził szkolenie na temat ustalania celów, powiedział coś w tym rodzaju:

“Na tej sali jest około 100 osób, ale tylko 75% z was słucha z zaangażowaniem i naprawdę chce coś zmienić w swoim życiu. Statystycznie wiem, że po tym szkoleniu tylko 20 procent z was sięgnie po notatki i spróbuje zastosować w życiu to, czego się tutaj nauczycie. Tylko 5% z was odnotuje swoje cele na piśmie a tylko 1 procent wykaże się cierpliwością, żeby zrealizować te cele na dłuższą metę…”
Wtedy postanowiłam, że to właśnie ja będę osobą reprezentującą ten 1% uczestników. To była bardzo świadoma decyzja.

Bardzo rzadko spotykam ludzi, którzy mają określone plany na życie. Dlaczego to jest tak ogromnie ważne?

Jeżeli nie wiemy, czego chcemy, bardzo łatwo jest dać wykorzystywać się innym. A ci inni realizują swoje własne cele, które na ogół nie są zgodne z naszymi. Nie mam tu na myśli bardzo dokładnego planu na życie, który szczególnie w młodym wieku wcale nie jest konieczny. Ale ważne jest wytyczenie kierunku i stworzenie własnej wizji swojego życia. Trzeba sobie wyobrazić jak ono będzie wyglądało, kiedy osiągniemy upragnione sukcesy. Zakładamy przy tym, że spełniliśmy nasze prawdziwe oczekiwania i absolutnie wszystko poszło jak po maśle. Mało kto zastanawia się nad tym a właśnie tak ważne jest, by to przemyśleć. Okaże się wtedy, że lepiej jest podjąć walkę o nasze cele niż dać się ponieść fali. A jedno i drugie wymaga właściwie tyle samo wysiłku.

W planowaniu tkwi ogromna siła. Ktoś mądry powiedział kiedyś, że zapisanie celu to już prawie jego osiągnięcie… Bez pisemnego ustalenia celów trudno je zapamiętać. Jesteśmy przecież codziennie bombardowani życzeniami rodziny, przyjaciół, spotykanych ludzi i tysiącami różnych przekazów reklamowych. Łatwo się pogubić i zapomnieć, co jest dla nas priorytetem.

Jak wielki wpływ na powodzenie w naszym życiu mają czynniki zewnętrzne?

Nie tak wielki, jak się powszechnie sądzi. Większość tych czynników można przewidzieć i dostosować się do nich. Oczywiście zdarzają się katastrofy: powodzie, wypadki samochodowe, nieuleczalne choroby, ale nawet w obliczu tych wielkich katastrof można osiągnąć powodzenie. Czy wiesz, że Wilma Rudolph urodziła się z “nieuleczalną” chorobą nóg w okropnie biednej rodzinie? A jednak wygrała trzy złote medale na Olimpiadzie w Rzymie i została nazwana Czarną Gazelą. Ostatnio niewidomy Wesmueeller zdobył szczyt Mont Everest.

Moim ulubionym cytatem jest to, co powiedział sparaliżowany W.Mitchel – mój kolega po fachu, znany amerykański mówca: “Zanim zostałem sparaliżowany, mogłem zrobić 10.000 rzeczy. Teraz jest to ograniczone do 9.000 rzeczy. Mogę spędzać czas na tym by rozważać ten tysiąc rzeczy, którym nie dam rady… Wolę jednak koncentrować się na tych 9.000, które mogę.”

Jakie przeciwności musiałaś pokonać, by osiągnąć sukces?

Przede wszystkim własną ignorancję w kontaktach z ludźmi. Wychowywałam się w rodzinie, w której dużo o szacunku mówiono, niewiele jednak z tego wynikało w praktyce. Jako nastolatka często byłam bita, karcona za drobne przewinienia, ośmieszana… Wszystko to sprawiło, że ogromnie brakowało mi pewności siebie. Niektórzy w takiej sytuacji zamykają się w sobie, inni nadrabiają nonszalancją i udają. Ja byłam w tej drugiej grupie i sama siebie oszukiwałam przez długie lata. Sporo czasu zajęło mi, zanim się w tym wszystkim połapałam i wyleczyłam z niepewności … i z udawania.

Kiedy jesteśmy młodzi, tak łatwo uwierzyć w to, że wiemy wszystko. Miałam trochę talentu i okoliczności mi sprzyjały. Jednak za szybko osiadałam na laurach i nie dochodziłam do niczego, co miałoby dla mnie znaczenie.

W księgarniach dostępnych jest wiele wartościowych książek, także tych o metodach osiągania sukcesu. Jednak u większości czytelników takie tytuły częściej wywołują uśmiech niż rzeczywiste zainteresowanie?

Powodów jest wiele. Ludzie są sceptyczni, bo nikt ich nie nauczył, że można tej literaturze zaufać. Często wygląda na to, że oferuje ona jakieś cudowne lekarstwo. A ludzie boją się oszustwa i hochsztaplerów. Boją się też zmian, nowości, tego, że ktoś istotnie może się czegoś nauczyć i być od nich lepszym, a wtedy oni zostaną w tyle. Boją się ośmieszenia. Obawiają się też podejmowania ryzyka. Tylko niewielu potrafi się na to zdobyć. Aby docenić te książki, muszą sami przed sobą przyznać, że nie wystarcza im miejsce, w którym się teraz znajdują,. Niestety, łatwiej jest udawać, że nic im nie jest do szczęścia potrzebne.

Często mimo szczerych chęci zmian i nakreślonych planów, poddajemy się w obliczu problemów i barier. Skąd brać wewnętrzną siłę, aby zburzyć mury wzniesione negatywnym myśleniem?

Krok po kroku, realizując małe cele i pokonując mniejsze przeszkody wzmacniamy charakter i siłę wewnętrzną, potrzebne do pokonania większych barier. Otaczanie się pozytywnymi ludźmi dodaje nam otuchy i wiary we własne siły. Wtedy przestajemy siać zwątpienie. A i jedno i drugie jest zaraźliwe.

Skąd brać siłę ? Pomaga czytanie biografii wielkich ludzi. Wtedy wiemy, że każdemu wiatr dmuchał w oczy i czujemy się mniej osamotnieni :-) Trzeba być przygotowanym na porażki, problemy i bariery, bo to właśnie one są źródłem naszego powodzenia. Osiąganie sukcesu polega na ich pokonywaniu. Bez barier życie byłoby nudne i nikt nie mógłby nic osiągnąć. Sukces to nie jest coś, co podają nam na złotej tacy – to nasza droga do zdobycia tego, czego chcemy.

Czy można przesadzić w byciu optymistą?

Oj można! Zdarza się to niestety bardzo często. Na przykład w szkole ktoś nie przykłada się do nauki, bo jest optymistą licząc na własną inteligencję, talent i pamięć… Ludzie nie oszczędzają i są zbyt rozrzutni licząc, że “jakoś to będzie”… Albo dziewczyna zakochuje się w chłopaku znanym z licznych podbojów i wiąże się z nim mając nadzieję, że tym razem on jednak się zmieni. Albo młodzi ludzie uprawiają miłość bez środków antykoncepcyjnych, licząc na szczęście – OJ!

Nadmiar optymizmu bywa równie szkodliwy jak jego brak. W każdej dziedzinie życia można przesadzić i doprowadzić do porażki, a nawet tragedii.

Często zastanawiam się, w jaki sposób przekonać innych, aby nie bali się mierzyć wysoko, podejmować ryzyko i spoglądać poza horyzont własnych ograniczeń?

Ludzi trudno przekonać, łatwiej ich zainspirować. Najbardziej skutkuje odwołanie się do obrony ICH własnych interesów. Każdy z nas ma inne motywy, obawy i pragnienia – inne interesy do obronienia. Więc najpierw trzeba je dobrze poznać.

Więcej zrobimy, aby uniknąć bólu czy żeby się przed czymś obronić, niż aby sprawić sobie przyjemność. Wbrew pozorom większość głupich błędów popełnianych w młodości to rzeczy, które robimy nie dla przyjemności, lecz ze strachu przed ośmieszeniem albo nawet przed odrzuceniem przez rówieśników. Bo wszyscy pragniemy być lubiani i szanowani i często taka towarzyska presja jest ogromną motywacją. Do dzisiaj pamiętam, jak okropnie smakowały pierwsze papierosy. Jednak stałam się nałogową palaczką na długie lata tylko dlatego, że jak większość wpadłam w zły nawyk, żeby spodobać się rówieśnikom… Moja własna niepewność siebie nie pozwoliła mi na samodzielne myślenie…

Wpływ otoczenia może być dobry albo zły, jest wiele prawdy w powiedzeniu: “kto z kim przestaje takim się staje”. Sądzę, że właśnie to można wykorzystać, aby mobilizować innych do pozytywnego działania.

Jednak zamiast przekonywać innych, by dopiero zechcieli, lepiej jest pomagać tym, którzy już chcą osiągnąć sukces. To znacznie lepsze wykorzystanie twojego cennego czasu. Jeśli chcesz pomóc światu, twoją rolą powinno być szukanie właśnie tych ludzi. Jest ich naprawdę wielu i warto dotrzeć przede wszystkim do nich, zanim zaczniemy marnować czas na tych, którzy nie chcą. Polecam ci książki Tony Robbinsa, który bardzo dużo pisze na temat motywacji. Szczególnie polecam “Obudź w sobie olbrzyma”, ale warto też sięgnąć do jego innych tytułów.

Co więc mogą zrobić młodzi ludzie, którzy wychowali się w toksycznych środowiskach, w atmosferze zrezygnowania i porażki, nie mając dostępu do edukacji, o literaturze sukcesu nawet już nie wspominając?

Najpierw muszą chcieć, bez tego nic nie da się zrobić. Wtedy powinni sięgnąć po książki. Całe szczęście, jest ich już bardzo wiele. Polecam wspomnianego już Tony Robbinsa oraz Dale Carnegie’ego.

Najważniejsze to coś robić a najlepiej robić to dla innych. To dodaje nam OGROMNEJ wiary we własne siły, mobilizuje do dalszego działania i tworzy z nas liderów. Im więcej zrobimy dla innych, tym więcej, wielokrotnie więcej, dostaniemy w zamian od świata. Jestem przekonana, że takie jest prawo natury.

A co z przeznaczeniem? Bardzo powszechna jest wiara w fatum, które i tak pokieruje naszym życiem na swój sposób. Bo to, że jednym powodzi się lepiej a innym gorzej jest niezależne od nas – to los tak chciał.

“Los tak chciał, to niezależne od nas” to mowa leniwych i mięczaków. Myślę, że naszym przeznaczeniem jest wziąć los we własne ręce. Dopiero wtedy, gdy zrobimy wszystko, co w naszej mocy, by osiągnąć nasze cele, możemy powiedzieć, co los naprawdę chciał. A ogromnie wiele jest w naszej mocy i gdyby każdy nad tym pracował to okazałoby się, że los chciał bardzo wiele. Na święcie jest wystarczająco dużo dobrego, aby starczyło dla wszystkich. Naszym przeznaczeniem jest odnaleźć to, co w nas najbardziej wartościowe, nasze największe talenty. To, co sprawia nam ogromną radość i wzbogaca ludzkość. Powinniśmy się tym dzielić i doskonalić. Oczywiście poszukiwanie i rozwinięcie talentu wymaga najwięcej wysiłku. Potem już wszystko jest zadziwiająco proste i łatwe.

Powiem ci jeszcze jedno. O tym ludzie często zapominają: Wszyscy płacimy cenę i za sukces i za jego brak. Za sukces mniej, ale trzeba zapłacić z góry – potem frajda. Kiedy już odkryjesz co jest twoją pasją, której realizacja sprawia ci przyjemność i postanowisz, ze wokół tego stworzysz swoje życie zawodowe, nigdy nie będziesz “pracować” – twoje życie stanie się przyjemnością a zarabiać będziesz niemal mimochodem.

Jeśli jednak nie zapłacisz z góry, nie odnajdziesz własnej pasji i talentu, jeśli nie zbudujesz twojej wizji osiągnięć, jak chcesz wzbogacić innych? Nie siebie – innych. Jeśli tego nie zrobisz, będziesz skazany zarabiać na chleb pracując dla kogoś. Jeśli nie podążasz za własnymi planami, jesteś tylko narzędziem w wykonywaniu planów innych osób, narzędziem w zdobywaniu ich celów życiowych. Wiem, że o tym już mówiliśmy, ale warto to powtórzyć.

Wielu ludzi pozostaje w przeświadczeniu, że nie mogą doświadczyć pełni szczęścia, ponieważ nieodłącznym elementem życia jest porządna dawka cierpienia i smutku. Z drugiej jednak strony wszyscy pragniemy zaznać szczęścia i samorealizacji – następuje więc wewnętrzny konflikt. Pokonanie go otwiera nam, jak sądzę, drogę ku spełnieniu najbardziej kolorowego scenariusza.

Jeśli ktoś chce wierzyć, że życie to męka, nic nie mogę temu zaradzić. Jest wiele powodów do negatywizmu i świat zawsze był i będzie pełen takich ludzi. Niektórym uda się z tego otrząsnąć, innym nie. Bo są tacy, którzy wierzą, że potrafią i tacy, którzy wierzą w to, że nie… I wszyscy mają rację…

Dawka cierpienia jest nieodłącznym elementem życia i nie można go uniknąć. Ale sporo też jest radości. Ludzie rodzą się i umierają. Będziemy tracić bliskich, chorować i patrzeć jak to, co zbudowaliśmy wali się w gruzy. Często przez ludzką głupotę. Takie jest życie i cierpienia nie można uniknąć. Pamiętajmy jednak, że „Spora dawka” to pojęcie subiektywne.

Zakochać się w kimś bez pamięci to wielka radość. Ale jest w tym także ryzyko cierpienia. Bo kiedy miłość się skończy – a tak się najczęściej dzieje – rodzi się cierpienie, gorycz i ból. A jednak warto pocierpieć, żeby odczuć tę radość.

Właśnie wróciłam z siedmiodniowego rejsu statkiem po Zatoce Meksykańskiej. Pierwszego dnia miałam chorobę morską, ale czy żałuję ? Absolutnie nie! Bo warto przetrwać ten jeden dzień, aby potem przeżyć wspaniałych sześć bez kołysania i zawrotów głowy. To realistyczne spojrzenie na życie oznacza, ze powinniśmy przygotować się na cierpienie, niewygodę w naszym życiu, na to, że nie będziemy mogli dostać wszystkiego, czego pragniemy a już na pewno nie wszystko na raz… Jednak mimo tego warto własne cele realizować.

Podobnie jest z nauką. Ci, którzy posiądą najwięcej wiedzy i, dzięki temu, zajmą najlepsze stanowiska, poświęcili trochę czasu na wkuwanie i zdobywanie dobrych stopni. Trochę cierpienia w imię przyszłych radości.

Największym ryzykiem jest nie ponoszenie ryzyka i największym chyba cierpieniem jest życie pozbawione cierpienia. Bo to właśnie dzięki nim stajemy się bogaci wewnętrznie.

Spotkałem się nawet z twierdzeniem, że każdemu z góry wyznaczona jest pewna ilość szczęścia i np. usilne dążenie do zdobycia większej – niż komuś się należy – ilości pieniędzy, może być katastrofalne w skutkach. Dokąd może zaprowadzić nas pozbawione kontroli dążenie ku własnemu szczęściu ?! Czy istnieje granica, której nie wolno przekroczyć ?

Ludzie wierzą w to, w co chcą wierzyć i właśnie to od życia otrzymują. Jednak większość ma obsesję na temat pieniędzy. Nie ma czegoś takiego, jak nadmiar pieniędzy. Jeszcze nigdy nie spotkałam osoby, którą pieniądze zepsuły albo spowodowały katastrofę. To nie nadmiar pieniędzy, ale brak odpowiedzialności powoduje katastrofy. Są tacy, którzy nie mają życiowych pasji, nie rozwijają swoich talentów, ani nie próbują ulepszać świata. A to właśnie jest naszym wielkim obowiązkiem. Myślą tylko o tym, by sprawiało im to chwilową przyjemność. A przyjemność to nie to samo, co bardziej trwała, głęboka radość. Dlatego właśnie wykorzystują swoje zasoby nieumiejętnie.

Każdy kto ma wielkie cele i wielką wizję wie, co może zrobić z “nadmiarem” pieniędzy. Jest tyle wspaniałych przedsięwzięć, które naszej finansowej pomocy potrzebują. Powinniśmy, zarabiając jak najwięcej, te przedsięwzięcia wspierać ! Jest tylu ludzi, którym można pieniądze DAĆ i mieć z tego ogromną radość. Ja nigdy nie będę mieć za dużo pieniędzy :-)

Po ostatnich wydarzeniach z 11 września szerokie grono „realistów” zgodnie twierdzi, że nadchodzi epoka nietolerancji i jeszcze większych podziałów ludności świata. W jakim kierunku zmierza ludzkość XXI wieku?

Moim zdaniem to nic nowego pod słońcem, epoka nietolerancji i podziałów zawsze była. Zmieniały się tylko oblicza nietolerancji. Wystarczy przyjrzeć się historii. Myślę, że mamy równowagę. Jest bardzo wiele problemów a jednocześnie nigdy wcześniej nie byliśmy bliżej siebie. Popatrz, my “rozmawiamy” przez Internet. Mam poczucie, że jesteśmy dobrymi znajomymi, a przecież mieszkamy na innych kontynentach. Mimo istnienia granic mam możliwość pozytywnego wpływania na ludzkie losy. Może nawet ten wywiad, który tworzymy, pomoże komuś w życiu ? Internet sprawił, że nie ma granic. Stare reżimy padają jak muchy. Powstają nowe, ale tak zawsze było…

Kiedy patrzymy na szklankę wypełnioną do połowy wodą, mamy dwie możliwości – widzimy ją jako w połowie pełną albo jako w połowie pustą. Z tym, co dzieje się teraz na święcie, jest podobnie. Można widzieć to jako drogę do zagłady. Ale można też dostrzec to wszystko, co jest pozytywne i przyłączyć się do budowania lepszej przyszłości. Ja widzę nasz świat jak tą szklankę w połowie pełną wody. To także ode mnie zależy, w którym kierunku zmierzamy. I od ciebie, i od każdej innej osoby, która będzie czytać ten wywiad. Także od tych, którzy nigdy go nie przeczytają. To my wszyscy tworzymy przyszłość świata.

Jednym z moich ulubionych cytatów jest zdanie napisane przez amerykańską poetkę Margaret Mead: “Nigdy nie wątp w to, że mała grupa myślących, skłonnych do przyjęcia zobowiązań ludzi, potrafi zmienić świat. W gruncie rzeczy jest to jedyna rzecz, która do tej pory potrafiła świat zmienić…”

Rozmawiał Maciej Zynda

Tylko dla ambitnych przedsiębiorców

jeśli chcesz zarabiać 10x więcej robiąc to co kochasz robić!

Twoje dane są bezpieczne - ja też nie cierpię spamu!

No comments yet... Be the first to leave a reply!

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *