Pomoge ci wyjsc z tego kokonu…
Lata temu, kiedy zaczynalam swoja kariere w handlu nieruchomosciami, mialam szczescie zetknac sie z Tomem Hopkinsem – autorem kilku doskonalych ksiazek, znanym trenerem i znakomitym mowca. Tom byl wowczas wlasnie osoba, ktora rozpalila we mnie moje ambicje zawodowe. Opowiesc o motylach jest jedna z jego slynnych historyjek, ktora doskonale ilustruje nasze zmagania zyciowe…

Patrzac na motyla zapylajacego kwiaty w ogrodzie latwo jest zapomniec o tej wspanialej metamorfozie jaka przechodzi zanim pokaze swiatu swoja prawdziwa urode. Jwsli przestudiujesz rozwoj motyli, zauwazysz na pewno ogromne podobienstwo miedzy ich krotkim zyciem i swoim wlasnym.
Kiedys odwiedzilam ogrod motyli i pzrekonalam sie na wlasne oczy jak ta metamorfoza wyglada – przepiekny motyl na moich oczach wydostal sie z kokonu i po chwili pofrunal na pobliski krzew z kwiatami.
Wiemy z biologii, ze zycie motyla zaczyna sie od malego jajeczka. Po wykluciu wychodzi z tego jajeczka brzydka, oslizla gasienica. Ta gasienica nie ma na uwadze zadnego produktywnego zajecia poza jednym – chce jesc.
Tak, jedyna rzecz ktora gasienica robi – to je. W miare jedzenia gasienica rosnie i rosnie, no i oczywiscie zaczyna miec problem z ta swoja tusza – bo jak rosnie coraz wieksza, jej skora nie nadaza i wcale sie nie rozciaga. A wiec, zeby rosnac gasienica musi sie teraz pozbyc swojej skory. I musi to zrobic dwa razy…
Wybraz sobie rozmowe dwoch gasienic.
- Czesc, gdzie idziesz?
- Juz czas na mnie – czas na to by sie zmienic..
- Zmienic? O czym ty, bracie mowisz?
- Juz najwyzszy czas na to bym stal sie jednym z nich – nasza gasienica wskazuje na pieknego motyla.
- Cos ty? Zwariowales? Ty nie mozesz byc jednym z nich.
- Pewnie, ze moge. I bede. Ty tez mozesz zostac jednym z nich. Szczerze mowiac on juz w tobie siedzi..
- Z byka spadles? Choc, zjedzmy cos.
- Nie, nie moge. Ja chce sie zmienic. Choc ze mna. Ty tez…
- Nie, nie… to nie dla mnie… Ty chyba masz kuku na muniu… Gdybys mial latac tak jak one, urodzilbys sie ze skrzydlami!
- Nie, nie. Widzisz, my musimy przejsc przez bol szkoly rozwoju, zeby sie nauczyc latac.
- Dobra, dobra… Ty sobie idz, a ja zostane tutaj – na ziemi. Bezpiecznie…
I nasza gasienica idzie sama na spotkanie z metamorfoza.. Dlugo wspina sie na drzewo. Znajduje jakis lisc i niepewna siebie, bez zadnego zabezpieczenia przyczepia sie wreszcie cieniutka jedwabna nitka.I wisi na tym lisciu. Nie moze teraz zrezygnowac. Mosty zostaly spalone – na dobre i na zle, gasienica bedzie teraz przechodzic samotna metamorfoze. Nie moze z tego zrezygnowac mowiac „eh, moze dam sobie spokoj:..” To zdarza sie ludziom…
Cos sie zdarzylo w twoim zyciu i decydujesz, ze teraz jest juz najwyzszy czas na to by sie zmienic. Decydujesz, ze chcesz cos zdobyc, decydujesz, ze masz dosc tej starej przecietnosci. Decydujesz, ze chcesz zrobic cos wielkiego… ale to oczywiscie oznacza ryzyko…
Nasza gasienica nie rezygnuje – zaczyna sie obracac pokrywajac swoje cialo jedwabna nicia. Buduje swoj kokon. Teraz ogarnia ja ciemnosc…tak jak i ciebie moze spotkac ciemnosc.
Gasienica jest sama…
I ty tez jestes czesto sam na swojej drodze do sukcesu….
Kokon zwisa z tego liscia przez dwa tygodnie. Nagle tworzy sie mala dziurka na jego powierzchni i wydobywa sie stamtad ksztalt skrzydelka. To jest ogromnie niebezpieczny moment w trakcie metamorfozy motyla. Zanim caly sie nie wydobedzie – a trwa to godzinami – zanim jego skrzydla nie nabiora zycia i nie wyschna w sloncu, w kazdej chwili moze pojawic sie jakis drapieznik, polakomic sie na to bezbronne nowe stworzenie.. i spalszowac na sniadanie.
Ty takze masz momenty, kiedy mowisz „chce zaleciec wysoko, chce wiecej w zyciu.” Jednak zawsze jest ktos w poblizu, kto ci powie „Nie probuj tego – to niebezpiecznie.” albo „Myslisz o tym, zeby zrezygnowac z pracy i zaczac swoj wlasny biznes? Zwariowales?” – to prawie jak drapieznik, ktory cie chce zjesc na sniadanie.
Motyl wydostaje sie wreszcie na zewnatrz. Mimo tego, ze ma teraz skrzydla, nie jest pewien, czy moze fruwac…Tak jak i ty.. Byc moze tez nie wiesz czy bedziesz w stanie poleciec… dopoki nie rozwiniesz na dobre tych skrzydel.
Nasz motyl rzuca sie w dol i… frunie. Tak sie sklada, ze laduje tuz przy tym swoim dawnym towarzyszu, owej negatywnej gasienicy. Dawny kumpel nawet go nie rozpoznaje, ale oczy wygladaja jakos znajomo – wiec wreszcie mowi:
– Hej, czy to naprawde ty? Wygladasz pieknie! Cudownie!
- Przeciez ci mowilem, pamietasz? Ty masz tez motyla w sobie, jedyne co masz zrobic jest tylko chciec sie zmienic…
- Naprawde? Moze wiec ja tez sprobuje.. A jesli sprobuje, to czy moge wisiec kolo twojego kokona?…
Pamietaj, ze kazdy z nas ma w sobie tego pieknego motyla, ktory czeka na to bysmy sie tylko zdecydowali na metamorfoze.
Podczas kursu Magia Wysokiej Samooceny pomoge ci wyjsc z tego kokonu, ktore cie ogranicza – zapisz sie tutaj >>>










Witaj Wando
Wspaniala opowiesc.
Tak wzruszajaca i tak podbudowujaca, ze wiem, ze warto bylo mi warto zaryzykowac ze wszystkim,
na co sie niedawno zdecydowalam, by stac sie motylem :- )
Mam troche ograniczen jeszcze i licze na twoja pomoc, pierwsza klientka kursu, jak pisalam do ciebie na blogu Sukces Twojej Firmy :- )
Pozwolilam sobie skopiowac swoj wpis z bloga kursu magia Wysokiej Samooceny, poniewaz twoj blog Sukces Twojej Firmy jest odrebnym „bytem”, ktory jest moim podstawowym przewodnikiem we wprowadzaniu zmian w moim zyciu biznesowym. Traktuje go integralnie z Klubem Przedsiebiorcy, oczywiscie. Bywam i tu i tu.
Gdyby nie ty i twoje nauki, twoje przewodnictwo, inspiracje, oceny i pomoc – do dzis podgladalabym zycie przez dziurke od klucza, a nie – zdecydowala sie na zycie pelnia zycia, przynaleznego moim wrodzonym predyspozycjom, ktore zostaly przez kilka manipulacji na moim „żywym organizmie” zabetonowane i schowane pod gleboka skorupa niemocy:- )
Pozdrawiam serdecznie, Grazyna
Moja ulubiona przypowieść o motylu:
” Jednego dnia, mały motyl zaczął wykluwać się z kokonu; mężczyzna usiadł i przyglądał się jak motyl przeciska swoje ciało przez ten malutki otwór. I wtedy motyl jakby się zatrzymał.Tak jakby zaszedł tak daleko jak mógł i dalej już nie miał sił.Więc mężczyzna postanowił mu pomóc: wziął nożyczki i rozciął kokon.Motyl wyszedł dalej bez problemu.
Miał za to wątłe ciało i bardzo pomarszczone skrzydła.Mężczyzna kontynuował obserwacje,ponieważ spodziewał się, że w każdej chwili skrzydła motyle zaczną grubieć, powiększać się dzięki czemu motyl będzie mógł odlecieć i zacząć żyć.Tak się nie stało!
Motyl spędził resztę życia czołgając się po ziemi z mizernym ciałem i pomarszczonymi skrzydłami. Do końca życia nie był w stanie latać.Człowiek w całej swej życzliwości i dobroci nie wiedział, że walka motyla z kokonem była bodźcem dla jego skrzydeł i dzięki
temu motyl był w stanie latać, gdy tylko pokona opór kokonu.Czasem walka to jest to, czego nam w życiu potrzeba.Jeśli los pozwala nam iść przez życie bez jakichkolwiek problemów, to może to zrobić z nas słabeuszy. Nie bylibyśmy tak silni, jak moglibyśmy być.
Nie bylibyśmy w stanie latać.”
Pozdrawiam ciepło
Ewelino – bardzo ciekawa ale tez szalenie smutna opowiastka. Nie moge sie teraz pozbyc obrazu tego biednego czolgajacego sie po ziemii motyla.
Motyl tuz po wyjsciu z kokonu staje sie tez latwa ofiara – bo ma jeszcze mokre skrzydla i przez pewien krotki okres czasu nie moze fruwac, dopiero jak mu te skrzydelka obeschna. W tym momencie czesto ptaki czesto wykorzystuja sytuacje jak sie im nadarzy i po motylu…
Cale szczescie nie jestesmy motylami i nie grozi nam ani to ze sie ktos na nas rzuci i zje ani nie grozi nam czolganie sie do konca zycia – ani nic podobnego, jesli wyjdziemy z kokonu zbyt wczesnie!
Opowiadajmy sobie to co motywuje nas do wyjscia z kokonu, bo motywacja, zeby w nim pozostac dluzej jest niebezpieczna (i zbyteczna, bo przytlaczajaca wiekszosc ludzi to robi bez mootywacji).
Ta opowiastka moze byc blednie zinterpretowana przez nasza podswiadomosc (choc swietnie rozumiem twoje intencje cytujac te opowiesc) , tak latwo jest sie nakarmic czyms negatywnym co nas powstrzymuje od dzialania.
Prawdziwym niebezpieczenstwem dla czlowieka jest to, ze wlasnie w tym kokonie tkwi i sie nie odwaza na to, zeby wyjsc poza swoja sfere komfortu. A obraz takiego czolgajacego sie do konca zycia motyla moze kogos calkowicie zalatwic wyolbrzymiajac w jego podswiadomosci obawy z tym zwiazane.
Ja do niedawna byłam taką gąsienicą.Zwolnienie z pracy, po 14 latach ,spowodowało,że zostałam przygnieciona do ziemi,zniszczona,upodlona…Nie mogłam wstać,poczułam ogarniającą mnie depresję.Pewnego dnia,w krzyku rozpaczy powiedziałm : DOŚĆ! , nie dam się ,ma prawo do życia i szczęścia.Dżwignęłam się i wyprostowałam,teraz zakładam swoją firmę i odniosę sukces.Pozdrawiam.