Przyznam, ze przez ostatnie kilka lat – odkad przekroczylam piecdziesiatke – dosc niechetnie rozmawialam na temat wieku. Niechetnie nawet na ten temat myslalam.
Co tu gadac, dalam sie zwariowac temu co uwaza wiekszosc ludzi, bo sami sie tez dali zwariowac – szczegolnie mediom, ktore maja obsesje na temat pogoni za super mlodoscia.
(Kurcze blade – na ostatniej okladce Vanity Fair jest rozneglizowana 15-letnia Milley Cyrus – co oczywiscie moze sprawic, ze 25-letnia modelka sie czuje staro. A to tylko jeden z tych stale bombardujacych nasz umysl wizerunkow, ktore programuja nasza podswiadomosc na kazdym kkroku. Nic dziwnego wlasciwie, ze z biegiem czasu ja tez uwierzylam w glebi ducha, ze mimo tego, ze calkiem niezle sie trzymam na swoj wiek, tak naprawde najlepsze lata juz poza mna.
Ostatnio jednak otrzasnelam sie z tego i zdalam sobie sprawe, ze tak naprawde to jest ODWROTNIE. Bo mimo tego, ze 10 czerwca, stuknie mi 59 lat (za rok bede juz pania po szesdziesiatce – kuchnia uszczypnijcie mnie bo mi sie nie chce w to wierzyc!), najlepsze lata sa nie za mna a dopiero przede mna.
Bo to, co mam poza soba bylo tylko przygotowaniem do realizacji moich nastepnych planow. Najlepsze projekty dopiero zaczynam…
Czytaj reszte – jak zwykle, pytania i komentarze mile widziane! »